Polska nimfa to metoda powstała w wyniku ustanowienia nowych przepisów. Zabroniono łowienia na długie żyłkowe przypony (francuska i hiszpańska), zostały nam te o dwóch długościach.
W okresie wakacji, kiedy nad wodą jest dużo więcej wędkarzy, można spokojnie przyjrzeć się technice polskiej nimfy. Siedzę sobie na brzegu i patrzę jak koledzy łowią na krótką nimfę, polską czy czeską jej odmianę. Od dłuższego czasu obserwuję, nienaturalnie wysokie podnoszenie i prostowanie całej ręki w trakcie prowadzenia nimf (High Stic). Są tacy którzy nazywają w Polsce tą metodę „na hitlerowca” dla mnie to „wykręcona nimfa”.
Nienaturalnie podniesione ramię
Pierwszy raz widziałem takie „wygibasy” w 2011 roku nad Łupawą. Kilka lat spokoju i przywiezione prawdopodobnie przez juniorów z Czech nawyki, stały się znowu popularne wśród naszej „elity”. Podnosili ramię, płoszyli ryby, wyniki mieli słabe. Ale łowili modnie. Co ciekawe ta moda czasami okresowo powraca. I High Stick jest cały czas opisywany jako bardziej efektywny.
Z drugiej strony zawsze dziwi mnie to jak zagraniczni muszkarze, na znanych forach, tłumaczą nam Europejczykom, jak prawidłowo łowi się na polską, czeską, hiszpańską czy francuską nimfę.
Prosta ręka podniesiona ponad głowę, czasem ugięta ale zbliżona wysoko do poziomu oczu, lub wygięta łokciem do góry. Powiedzcie mi po co?

Czy to nie boli?
Polska nimfa nie wymaga podnoszenia kija do góry i wyginania ręki. Jeden z moich kolegów ze Szwecji, widząc ostatnio takie prowadzenie nimf nad Dunajcem, zadał mi jakże rozsądne pytanie: „czy tego wędkarza nie boli ręka…?” Dla mnie pytanie jest zupełnie inne: jaki jest cel tak nienaturalnego wykręcania nadgarstka i ręki? Dystans, prezentacja, wyczucie brań?
Skuteczniejsze prowadzenie?
Jeśli ktoś chce mi udowodnić że jest to skuteczniejsza metoda prowadzenia nimf, bo linka i przypon w stosunku do powierzchni wody są pod kątem zbliżonym do 90 stopni i brania widać wyraźniej, zgodzę się i… nie.
Tak, zawsze lepiej prowadzić nimfy w taki sposób, żeby zestaw był naprężony, a linka nie miała styczności z wodą. Nie, bo da się ten cel osiągnąć inaczej. Widząc tak łowiącego muszkarza wiem, że chce dobrze, jednak nie zna innego, lepszego technicznie rozwiązania.

Można to robić to można bez wyginania ręki, przy ugiętym łokciu, lekko odstającym od tułowia i jak najbardziej na daleki dystans
Wystarczy poćwiczyć swoją technikę, a nie kopiować w ciemno, wątpliwie wzory zza granicy. Przy ośmiogodzinnym łowieniu, będzie mniej bolało.

Jak to robić prawidłowo
Zacząć trzeba od odpowiednio długiej wędki, od odpowiednio dobranego do metody sznura, łącznika i przyponu. Zniwelujemy wtedy zwis sznura i nie będziemy musieli podnosić wędki tak wysoko.
Kolejna kwestia to:
kąt ugięcia łokcia, nadgarstka i wysokość podniesienia szczytówki
Wszystkie te elementu należy zgrać i dobierając odpowiedni ciężar nimf, łowić na długość kija lub jak ktoś musi w odległości 12metrów.
Niestety trzeba to ćwiczyć, eksperymentować ale już po kilku godzinach spędzonych nad wodą, da się wypracować własną, skuteczną i co najważniejsze, naturalną metodę prowadzenia nimf. Bez prostowania ręki i bólu całego ramienia.
Wiem, że jest to pewien okresowy etap rozwoju dobrego muszkarza. Musi sprawdzić każda z pojawiających się nowinek. Jednak w tym usprawiedliwionym przypadku, pomijając kwestię estetyki i komfortu łowienia, najważniejszym czynnikiem jaki decyduje o jej stosowaniu jest skuteczność. A gwarantuję Wam, że ona w tym przypadku nie wzrasta, a śmiem wątpić, że maleje (wyższa pozycja wędki=większe płoszenie ryb).
Mógłbym Wam pokazać kilkadziesiąt zdjęć z międzynarodowych zawodów. Niestety wykręconą rękę stosują tylko amatorzy, wykonując takie wygibasy na wodzie.
Nie jest to łatwe ale warto
Praca nad poprawą pozycji przy polskiej nimfie, wymaga trochę czasu, cierpliwości, eksperymentowania ze sprzętem i przyponami. Ale warto nad tym popracować, bo wzrośnie Wasz dobry poziom prezentacji przynęt i detekcja brań.









Zostaw odpowiedź