Dojazd
Wracając na rzekę Raba jaką odwiedziłem ostatnio kilka lat temu, zastanawiałem się co mnie tam spotka. Oczywiście śledzę jej historię, podziwiam osoby zaangażowane w jej zarybienie i ochronę, obserwuję łowiących. Problem z Rabą jest jeden: jadąc z kierunku północnego jest po drodze na Dunajec…

Raba. Zdjęcie Grzegorz Dubiel.
Rzeka, rzece nierówna. Raba na odcinku Dobczyce- Gdów (mucha no-kill) jest bliżej Krakowa. Zdecydowanie mniejsza, wygodna do brodzenia i bezpieczniejsza do łowienia od Dunajca. Są wlewy i płanie, wolne odcinki i dołki. Jako opcja na jednodniowy wypad z Krakowa, idealna. Dla osób z dalszych stron, dojazd bardzo wygodny z Krakowa zakopianką do Myślenic, tam w lewo na Dobczyce i po krótkiej podróży wzdłuż zbiornika Dobczyckiego, skręt w prawo na parking przy rzece. Można iść w dół (Dobczyce) albo w górę (Gdów) od miejsca parkingowego przy moście . Dniówkę opłacam za pomocą aplikacji internetowej.
Jadąc od góry od zbiornika, zastanawiałem się czy zastanę jakieś diametralne zmiany, ważne dla wędkarza. Jakość wody, szybkość nurtu, otoczenie, zmiany w korycie rzeki. Podsumować mogę tak; bardzo mało się zmieniło i wcale z tego powodu nie jestem zmartwiony.

Raba. Zdjęcie Grzegorz Dubiel.
Rozpoznanie
Postanowiłem zacząć od góry ale wcześniej objechałem sobie cały odcinek. Tam gdzie mogłem podejść, podejrzałem aktywność ryb i co dosyć ciekawe, zauważyłem kilka oczek. Pełen optymizmu wszedłem do rzeki, wcześniej zaliczając dynamiczny wjazd do wody po dużym przybrzeżnym głazie. Nowe kolce w butach mnie uratowały…
Zacznę od nimf w znanych mi wcześniej miejscach. Mój ulubiony kij Hanak Superb XP 10,6#3, kołowrotek Maxcatch Avid Pro sznur Sunray jaki opisywałem już wcześniej tutaj przypon FC koniczny, dwie nimfy na #16. Długość przyponu roboczego FC Tiemco (0,12-0,14) dobrana do głębokości wody, całość na dwie długości wędki. Zaczynam łowić. Zmieniam przynęty, kombinuję z wielkością (zajączki, raczki, larwy chruścika). Woda jest żywa, widać jakieś rybki, coś tam się pluśnie, coś tam szarpnie za przypon. Ale wyników brak. Schodzę sobie w dół wspominając stare czasy, starych kolegów, tych którzy tu łowili, a już odeszli…
Pierwsze ryby
Jest wreszcie jakaś rybka, taki 28 cm potoczek. Później kilka podobnych raczej ze spokojnej wody. Wchodzę w miejsce gdzie była dziura, przegłębienie na dosłownie 100cm. Była tam zawsze i widzę, że teraz też jest. W niej łowię 35 cm potoka wierząc, że dobre brania dopiero się zaczynają.

Niestety pogoda jest zbyt… dobra jak na czerwiec. Dużo słońca, plus 25 stopni, woda czysta, prześwietlona. Hałas z okolic rzeki (koszenie traw) nie pomaga w skupieniu. Idę dalej. Mijam obiecujące kamienie, obławiam je dokładnie. Dalej mam wlot, szybką wodę, dużo głębszą niż wyżej. Kilka małych pstrągów. Stopniowo zaczynam wątpić, że złowię większe ryby. Te pochowane pod kamieniami i gałęziami przy przeciwległym brzegu.

Pstrąg potokowy z Raby. Zdjęcie Grzegorz Dubiel.
Zaczynam obławiać te miejsca, ale niestety muszę się do nich bardziej zbliżyć. Bez efektu. Wychodzę na brzeg i myślę o zmianie taktyki. Powinienem obławiać rokujące stanowiska od dołu. Myślę o założeniu mokrej muchy, to da mi zasięg i wyjdę wreszcie z tej wody dając rybom trochę oddechu. A może nic z tego nie będzie?
Odpoczywam, wyciągam z kieszeni kanapki i wodę. Siedzę na brzegu lekko już zmęczony tym upałem, przebytą drogą. Dzień chyli się ku końcowi. Słońce zmieniło położenie, na wodzie jest więcej cienia.
I nagle…
Właśnie wstawałem żeby zmienić zestaw. Wędka jakiej używam pozwala mi na szybką zmianę metody, bez wyraźnej zmiany jakości prezentacji. Wyciągam mokre muchy i stojąc prostopadle do rzeki widzę w oddali oczko. Duży spław. Przykucam lekko, po chwili pokazuje się znowu, lecz tym razem bliżej mojego brzegu. W zasadzie metr od brzegu! Sięgam do kieszeni z tyłu, szukam kołowrotka, zmieniam go na ten ze sznurem do suchej. Przypon mam zawsze przygotowany, lecz w tym przypadku zmieniam końcówkę na FC 0,14. Oczko było spore…
Nie chcę go obchodzić od dołu, ani podawać z boku. Cały czas schylony, wyciągam zapas sznura i podaję muchę od góry. Po rzucie stopniowo oddaję sznur. Może to coś zmieni? Przynęta napływa na miejsce spławu i… nic.
Przynęta
Zmiana muchy na szarą jętkę #16, tułów z czapli, skrzydełko CDC. Nie widać dalszych oczek. Podaje po raz trzeci, jest wyjście, zacinam.

Raba to w sumie mała rzeka. Zacięta ryba ma mniejsze szanse na ucieczkę. Nie wykorzysta nurtu, zatopionych kamieni i nie ucieknie w dół w miejsca gdzie nie podejdziecie wodą. Po zacięciu nie stoję, nie holuje na siłę ciągnąc rybę w swoją stronę. Idę w jej kierunku. Skracam dystans. Ja decyduję gdzie będziemy walczyć. Hol był… hałaśliwy. Były wyskoki, murowanie do dna, jednak to wszystko pod kontrolą i na małym dystansie. Po kilku minutach w ten piękny letni wieczór, 52 cm gruby tęczak wylądował w podbieraku.
Podsumowanie
Widziałem jeszcze jedną taką rybę. Spłoszyłem ją schodząc na parking. Nie miałem już siły łowić, zresztą dzień uważałem za wyjątkowo udany. O skuteczności połowu nie decyduje „uniwersalna wędka” tylko wszechstronność i umiejętność dostosowywania się do warunków wędkarza. Jak dla mnie rzeka Raba jest świetnym miejscem, na takie jednodniowe wycieczki z wędką muchową.









Zostaw odpowiedź