
Czasy kiedy każdy rodzaj żyłki wystarczał, już minęły. Zaczynając przygotowanie zestawu muchowego, powinniśmy wiedzieć, że każda z metod wymaga użycia odmiennego przyponu. Kiedyś było to bardzo proste: trzeba było używaćjak najmniej żyłki (bo była mało dostępna). Teraz kiedy w ciągu jednego dnia łowienia zużywamy około 10-20 metrów drogiego fluorocarbonu (bez konstruowania nowego całego przyponu) wiemy przynajmniej, że jego ciągła wymiana ma jakiś sens. Bo każda z metod, to zupełnie inna konstrukcja zestawu.
Założenia ogólne są następujące:
- przypon powinien być krótszy od długości wędki o 20-30 cm, zapobiega to blokowaniu się miejsca połączenia sznura z przyponem na przelotkach (nie dotyczy metody żyłkowej)
- konstrukcja i długość przyponu jest zależna od stosowanej metody
- rodzaj żyłki zależy od stosowanej metody
- przypon ma kształt koniczny (zwężający się w kierunku końca)
- kluczowe jest połączenie go ze sznurem w taki sposób, aby energia przekazywana przez sznur w trakcie rzutu (patrz rysunek), przechodziła płynnie na przypon, nie załamując go w miejscu łączenia ze sznurem (unikać koszulek, fabrycznych pętelek, kółeczek, może wygodnych, ale przeszkadzających w prezentacji muchy)
- grubość żyłki odcinka roboczego, zależy od wielkości ryb jakie chcemy łowić. Przypon budujemy „od jego końca” zwiększając przekrój żyłki o jeden dwa rozmiary (max) w kierunku połączenia go ze sznurem
Są odstępstwa od tych reguł. W przypadku łowienia na jeziorze, przypony mają czasami 6-12m długości. Przypon do metody żyłkowej, ma maksymalnie długość dwóch wędek (obecne przepisy PL) i w trakcie jego budowy musimy o tym pamiętać.
Streamer
Najprostrzy do wykonania, pojedynczy lub ze skoczkiem, najkrótszy (50-100cm). Musi być krótki bo końcówka sznura tonącego, powinna go szybko zatapiać i sprowadzać do dna. Ten krótki odcinek żyłki, powinien być również na tyle sztywny by zbytnio nie falował w wodzie. Ważny jest tutaj kompromis pomiędzy jego sztywnością, a elastycznością pomagającą w dobrej, naturalnej imitacji rybki. Żyłka tonąca, fluorocarbon.
Mokra mucha
Trzy czwarte długości wędki to dobry rozmiar. Należy pamiętać, że w przypadku mokrej muchy odległość pomiędzy skoczkiem, a muchą prowadzącą powinien być trochę większy (100-150cm). Pozwala to na imitowanie nimf dennych jak i podpowierzchniowych. Żyłka tonąca, monolityczna, a w ostatniej sekcji roboczej fluorocarbon.
Sucha mucha
W przypadku tej metody, najważniejsze jest takie dobranie długości przyponu konicznego, aby pozwalał on nam na płynne i delikatne zarzucenie suchej muszki. Zwykle jest to 3/4 długości wędki ale zdecydowanie polecam dobieranie długości w taki sposób, aby rzut był płynny i naturalny. Żyłka monolityczna, a ostatnie 50cm fluorocarbon (mniej widoczny dla ryb).
W tej metodzie polecam fabrycznie produkowane przypony koniczne. Do ich końca należy dowiązać odcinek roboczy z FC. Nie stosujcie przyponów plecionych (jak ja 30 lat temu). Rzuca się nimi łatwiej, ale bardziej płoszą ryby, nasiąkają wodą, zbierają z powierzchni brud, a w przypadku złego rzutu haczyk chętnie się w nie wbija.
Nimfa
Długość przyponu zależu od zastosowanej techniki łowienia. W przypadku krótkiej nimfy, kiedy sznur #000 praktycznie nie dotyka wody, przypon jest tak długi jak głębokość wody w miejscu łowienia plus 20-30 zapasu (zależy też od uciągu wody). W tej metodzie zawsze jest lepiej użyć krótszego odcinka roboczego, niż tego dłuższego. Dłuższy nie pozwala na odpowiednią kontrolę prezentowanych nimf. Żyłka fluorocarbonowa.
W przypadku dalekiej nimfy, długość 3/4 jest odpowiednia. Oczywiście kontrola nad muchami przy takim zestawie jest bardzo trudna i wymaga dobrej kontroli nad wędką. Są osoby dla których prezentacja much jest czarną magią i wtedy stosują zwykle przypony dłuższe. Jeśli chcecie łowić świadomie i prowadzić muchy, a nie czekać jak się same zatną, stosujcie przypony 3/4. Żyłka monolityczna jest całkowicie wystarczająca.
Mikro nimfy (pedałki). Jak powyżej lub dwie długości wędki. Odległość pomiędzy mikro nimfami powinna byc większa 100-150cm. Ze względu na mały ciężar nimfetek, przypon ten jest bardzo trudny do zestawienia. Żyłka monolityczna i fluorocarbon w odcinku roboczym.
Metoda żyłkowa. Przypon dwie długości wędki, to odcinek długość wędki plus 20cm (grubszy np 0,18-0,24) z żyłki dwukolorowej lub fluo, później odcinek 20-50cm z żyłki fluo (indykator brań) oraz odcinek roboczy zależny od głębokości łowiska (żyłka fluorocarbonowa, dwie grubości). Taki zestaw wydaje się bardzo skomplikowany ale uwierzcie mi, działa.
W każdym przypadku, podstawowym celem wędkarza powinna być prawidłowa prezentacja much. Nie odległość rzutu.Zwykle znajdziecie w internecie przepisy na przypony z podanymi długościami poszczególnych odcinków. Problem w tym, że o jakości każdego zestawu-przyponu decyduje: akcja wędki, zastosowany sznur, łaczenie pomiędzy sznurem, a przyponem i grubość żyłek przyponu roboczego. Dlatego uniwersalne przepisy z netu są zwykle do „bani” :). Życzę Wam miłego wiązania swoich własnych przyponów, dostosowanych do Waszych ulubionych metod, wędek i sznurów.
Panie Jerzy
Patent z igłą dobry. Mam jednak prośbę o pewne uszczególnienie.
Jaką maksymalną średnicę winien mieć ów końcowy odcinek żyłki lub przyponu konicznego, aby po przeprowadzeniu go przez rdzeń linki, całość wyglądała dobrze, estetycznie, umożliwiając zarazem delikatną prezentację?. Powiedzmy niech odniesieniem będzie linka w klasie #3
pozdrawiam
Bardzo dobre pytanie. Nie należy kierować się klasą sznura. Końcówki sznurów, posiadają różną średnicę końcową. Jeśli mówimy o przyponie do suchej, zakładam, że stosujemy przypon koniczny, monolityczny. Wtedy pojawia się problem. Zwykle odcinek grubszy, jest dużo za gruby do tego żeby wcisnąć go do wykonanego wcześniej w otulinie sznura otworu. Jest na to sposób: wykonujemy otwór w otulinie, szybko wyciągamy igłę i wsuwamy CIEŃSZĄ część przyponu w otworek jaki powstał w bocznej ściance otuliny (czyli nie w otwór w osi rdzenia). W ten sposób przypon koniczny wchodzi lekko aby po chwili jego przeciągania, prawie zakleszczyć się w otworze. Wtedy to właśnie wykonujemy węzeł mocujący przypon do sznura i zaklejamy całość.
Nie chodzi nam o estetykę połączenia. Cała konstrukcja ma na celu elastyczne, gładkie przekazywanie energii rzutu do przyponu. Dlatego każdy sznur wymaga odrębnej konstrukcji (długości) przyponu i kilku prób i błędów. Z mojego doświadczenia wynika, że prawie zawsze odcinam z przyponu zakupionego w sklepie 1/3 jego długości.
I jeszcze ciekawostka: widziałem ten sposób konstrukcji przyponu wykonany przez kolegę z Czech, ale bez węzła. Przypon koniczny był konstruowany w ten sam sposób, tylko w końcowej fazie, kolega nakładał kroplę kleju UV na końcówkę przyponu i wciągał go ostrożnie w otulinę. Całość sklejała się idealnie. Nigdy sam nie testowałem tego sposobu, zbyt się tego boję 🙂 Ale dla osób łowiących mniejsze ryby i bardziej delikatnymi zestawami, sposób ten wydaje się idealnym rozwiązaniem.
Panie Jerzy,
proszę jeszcze o komentarz, jak postępować, gdy ten zawiązany i wzmocniony klejem przypon się zużyje? Czy odcinamy wówczas węzeł z końcówką linki i nowy przypon ponownie łączymy z linką opisanym sposobem? Prowadzi to w dość szybkim tempie do skracania linki. Co wtedy?
Trzeba skracać linkę, zwykle jest to dwa do trzech centymetrów. Robię to dwa razy w roku, więc szybciej zużyje mi się powłoka sznura, niż jego mało pracująca końcówka.Oczywiście dużo zależy od jakości sznura i jego ogólnej wytrzymałości.