IMG_1650104

Październik na Sanie to senne marzenie każdego wędkarza muchowego. Babie lato, chłodne poranki i ciepłe dni. Kolory jesieni, grzyby, sarenki i… dużo wychodzącego do suchej lipienia. Czy po okresie trudnych lat rzeka się odrodziła? Czy powróciła do swojego normalnego stanu?

Wstępne rozpoznanie wskazywało, że ryby jest sporo ale jest trudna do złowienia. Wyjazd był wspaniałą wyprawą dla mnie jak i moich kolegów z USA, Słowacji, Francji i UK. Miałem okazje podejrzeć różne style i techniki podawania i prowadzenia much. Różnice są i wypływają z przyzwyczajeń przyniesionych z własnych europejskich (i nie tylko) rzek.

Oczywiście na początku dominowała nieufność w możliwości łowiska. Jednak ilość widocznych oczek szybko podnosiła emocje i wymuszała natychmiastowe próby łowienia. Po kilku uwagach dotyczących odpowiedniej metody i przynęt, okazało się że delikatne zestawy francuskich kolegów, są idealnym rozwiązaniem dla większości przypadków. Po kilku godzinach, najbardziej brytyjski z anglików Malcolm (preferowana nimfa NZ), przekonał się, że daleka nimfa lub jak mówią nasi muszkarze (pedały) są bardzo skuteczną metodą na skłute dosyć mocno lipienie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERARyb jest bardzo dużo. Ludzi jeszcze więcej. Dla miłośników samotnego łowienia na łonie natury, miejsca raczej nie ma. Każda miejscówka to kilka aut, jednak umiejętności raczej niskie więc ryba znosi to cierpliwie 🙂  Tłok rekompensuje możliwość spotkania znajomych. W moim przypadku byli to: Adam Skrechota, Piotr Konieczny, Antek Bogdan i Pan Józef Jeleński. Było mi miło spotkać się z Wami koledzy.

Cieszy widok lipieni w różnych przedziałach wielkościowych od małych 25cm do wielkich w okolicach 50cm. Wszystkie te ryby można zauważyć na płytkich płaniach Sanu oraz w nielicznych obecnie głębszych partiach nurtu. I to co cieszy najbardziej: ryby te są liczne na odcinku specjalnym jak i poniżej Hoczewki. Z pogodą trafiliśmy idealnie, chociaż w trakcie pobytu były poranki z temperaturą plus 3 jak i plus 14. Pogoda zmienna, ale większość dni to jednak słońce… przeszkadzające trochę w łowieniu.

Jednym z mniej miłych akcentów wyprawy był przypadek Daniela,  który zaklinował swoją stopę pomiędzy skałami, na środku rzeki. Mimo mojej pomocy noga nie chciała wyjść z dziury. Po kilku minutach podjęliśmy decyzję rozwiązania buta (50cm pod powierzchnią wody). Samo wyjęcie zaklinowanego na dnie Simmsa trwało długo, ale w końcu wszystko skończyło się szczęśliwie. Piękne otoczenie, płytka przejrzysta woda, a tu taka katastrofa.  Aż strach pomyśleć co by było gdyby na łowisku Daniel łowił w samotności…

IMG_1693

W sumie połowiliśmy bardzo dobrze. Dzienna norma to kilkadziesiąt ryb (najlepsi) kilkanaście (średnio zaawansowani). Rybą tygodnia był przyłów w postaci 57cm pstrąga (Jerome sucha mucha), a największy lipień złowiony na mikro nimfy miał 48cm (Daniel). Oczywiście te większe pospadały 🙂 ale wrócimy jeszcze po nie w tym miesiącu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAIMG_1504OLYMPUS DIGITAL CAMERAIMG_1598059IMG_1591-1054