Karol mnie zmusił. Zadzwonił, że muszę coś napisać o łowieniu na nimfę. Sprawdziłem stronę i zobaczyłem, że ma rację. Ostatnie teksty na temat łowienia tą metodą pojawiły się tak dawno, że postanowiłem koledze przyznać rację…

Pierwsze lata wędkarstwa muchowego w Polsce, charakteryzowały się stosowaniem głównie mokrej, a później suchej muchy. Łowienie było trudne, mniej przystępne dla większości. Wymagało specjalistycznego sprzętu, nauki rzucania, umiejętności technicznych i godzin praktyki. Nimfa która później stała się tak popularna, była o wiele prosta. Zarzucanie dociążonymi przynętami jest łatwiejsze, nie wymaga takiego opanowania sznura jak w przypadku innych metod. Nimfa nawet dzisiaj pogardliwie nazywana jest: przepływanką, młynkiem, biczowaniem wody. Zwykle przez ignorantów…
Dlaczego ta metoda jest tak skuteczna? Pomaga nam w tym statystyka. Ponad 90% pokarmu pobieranego przez ryby, zjadane jest przy dnie rzeki (C). Dokładnie (w zależności od głębokości stanowiska) 5-15 cm od dna. Łowienie na suchą (A) czy mokrą muchę (B) przestaje mieć sens, kiedy ryby pobierają pokarm z dna.

Zadaniem każdego wędkarza jest jak najdokładniejsze imitowanie pokarmu ryb, jakie aktualnie ryby pobierają. Dotyczy to każdej z metod, suchej, mokrej, nimfy i streamera. Dlatego w przypadku metody nimfowej, zadaniem podstawowym muszkarza, jest sprowadzenie zestawu do dna (C) poprzez szybkie przecięcie stref powierzchniowej (A) podpowierzchniowej (B) i skuteczna prezentacja nimf. Tak popularne u nas, ciąganie nimfy w poprzek wody (pseudo daleka nimfa) lub spuszczanie przeciążonych nimf do dna (pseudo krótka nimfa) nie ma nic wspólnego z prawidłową prezentacją tego typu przynęt. A tym bardziej z obiema bardzo wymagającymi technicznie, metodami połowu. Dobra, długa wędka, świetnie wykonany zestaw nimf z przyponem i dobra technika wyrzutu, sprawią, że będzie o wiele łatwiej rzucić nimfami i prowadzić je w miejscu żerowania ryb. Jeśli jeden z elementów Waszego zestawu do łowienia zostanie wykonany źle, będzie Wam trudno zarzucić, prowadzić przynęty i zaciąć rybę.


Łowienie na nimfę z użyciem żyłki, wymyślono w Polsce, a dokładnie na Dolnym Śląsku. Przyznają to historycy muszkarstwa i nasi południowi sąsiedzi Czesi, którzy podejrzeli tą metodę na Mistrzostwach Świata w Polsce i rozwinęli ją później w swoją własną, nazywaną czeską nimfą. Zaawansowani zawodnicy zauważyli, że skuteczna prezentacja nimf, wymaga stosowania dłuższych wędek, bardzo delikatnego zestawu o wiele bardziej czułego niż stosowane wcześniej. Generalnie, zwis sznura pomiędzy kołowrotkiem, a pierwszą przelotką przeszkadzał w prowadzeniu odpowiednio dociążonych nimf, powodując swoim ciężarem zwis w miejscu połączenia go z przyponem i ściąganie zestawu w kierunku łowiącego.
Sznury ze względu na ich duży przekrój i ciężar, były również słabym indykatorem brań. Stopniowo rezygnowano ze sznura na korzyść długiego przyponu żyłkowego. Delikatna i lekka żyłka, świetnie wskazywała każde dotknięcie przynęt. Dodatkowym czynnikiem jaki uwidaczniał brania, było kolor żyłki. Dwu, trzy kolorowa w jaskrawym kolorze, była świetnie widoczna na tle wody cały czas zachowując swoją czułość. Aby pozwalał on na łowienie na większych odległościach, stosowano odcinkowe zmiany jego grubości, zaczęto eksperymentować z przyponami plecionymi i żyłkowymi przyponami konicznymi. Efektem tych prac była nowa metoda nimfowa, zwana żyłkową, która praktycznie wyeliminowała z użycia sznur muchowy.
Dlaczego o tym wszystkim piszę: nie da się zrozumieć tej metody łowienia, nie znając jej historii, ewolucji i zmian. Według mnie jest procentowo, najbardziej skuteczną metodą muchową. Na suchą, mokrą i streamera łowimy okresowo, incydentalnie, wtedy kiedy żerowanie ryb przechodzi w inne partie wody (sucha, mokra). Na streamera na wiosnę w letnie poranki i wieczory, wtedy kiedy pstrąg poszukuje bardziej energetycznego pokarmu. Przecież codziennie pobiera nimfy…
Jest jeszcze jeden czynnik jaki powoduje, że metoda zmienia się w czasie: przepisy. U nas w Polsce doprowadziły one do tego, że musimy łowić z przyponem o długości maksymalnie dwóch długości wędziska, lub jeszcze krócej, kiedy sznur musi wystawać poza szczytówkę. Z pomocą przyszli tutaj producenci sprzętu i do istniejących już długich wędek nimfowych (10-11″ i więcej) zaproponowali nam bardzo lekkie i cienkie sznury muchowe. Zniwelowano tym samym newralgiczny punkt, czyli zbyt ciężkie połączenie sznura z przyponem. Ostatnio na rynku pojawiła się jeszcze jedna nowość, przypon koniczny zintegrowany ze sznurem. To całkowicie eliminuje największą z przeszkód, jaka przeszkadzała nam w odpowiedniej prezentacji zestawu nimf.
Przejdźmy zatem do tego co interesuje Was najbardziej: jak prawidłowo łowić na nimfę. Zabrzmi to bardzo poważnie, ale cały ten proces jest wbrew pozorom, dosyć złożony. Podzieliłbym go na następujące części:
- miejsce
- wejście do wody
- zarzucanie
- prowadzenie
- rozpoznanie brania
- zacięcie
- hol
Miejsce.
W zasadzie łowić na nimfę można wszędzie: na niskiej wodzie, na głębokiej, szybkiej i wolnej, wzburzonej i spokojnej. Na jeziorze też. Jednak dobór miejsca do skutecznego połowu powinien być świadomy. Ryba grupuje się tam gdzie ma dostęp do dużej ilości pokarmu i gdzie żerowanie na nim jest proste, czyli wymaga małego wydatku energetycznego. Dlatego o wiele lepszym miejscem na łowienie na nimfę, zawsze będzie spokojniejszy przepływ na granicy większego prądu niż wzburzona kaskada wody. Takie miejsce pozwala rybie na spokojną obserwację nimf i ich segregację. Dopiero wtedy kiedy selekcja jest dokonana, ryba pobiera pokarm. O wiele trudniejsze dla niej jest wykonanie tego wszystkiego w szybkiej i wzburzonej wodzie (co nie znaczy, że niemożliwe). Tak więc wiecie już jakich miejsc szukać, gdzie Wasze łowienie będzie komfortowe i gdzie prawdopodobnie spotkacie nie jedną rybę, a może kilka. Zwracam jednocześnie uwagę, że największe sukcesy miałem zawsze na wodzie od połowy kolan do pasa. Oczywiście ryba potrafi żerować na 20 cm wodzie i na 3 metrowej dziurze, ale zwykle większe skupiska ryb to właśnie woda w okolicach 1 metra głębokości.
Wejście do wody.
Oj, oj, oj tu widziałem już dużo przykładów. Generalnie w 70% przypadków nikt nie zwraca na to uwagi. Dochodzi do sytuacji kiedy w świetne znane miejsce, wchodzi dwóch kolegów, płoszą ryby, szybko przemieszczają się w dół narzekając, że nic tu nie ma… Wystarczy poczekać na brzegu 20 minut, wejść cichutko od dołu stanowiska i wyjąć te 3-4 dobre ryby. Wchodzimy w stanowisko od dołu, cicho, nie wzburzając wody, ograniczając hałas. Tak ryby się płoszą. Ale nie są zbyt pamiętliwe. Przyzwyczajone do miejsca żerowania, zwykle wracają. Wchodźcie w stanowisko od dołu. Jeśli woda jest płytka, róbcie to dalej od Waszego miejsca połowu.
Zarzucanie.
Stoimy w dobrym miejscu, woda piękna i zaczynamy łowić. Zakładam, że stoicie w poprzek nurtu, praworęczni mają nurt od prawej do lewej, leworęczni od lewej do prawej :). Generalnie prostopadle do kierunku nurtu. Podstawowy błąd jaki tutaj często widzę to rzut za płaski, za daleki i na wprost. Ilekroć oglądam te filmy ekspertów na YT widzę jedno: pacnięcie byle jak, byle dalej (w tym pomagają przeciążone nimfy) i tak po dwóch trzech sekundach wyciągnięcie nimf i przerzut do przodu. To nie jest łowienie na nimfę, to jest płoszenie ryb…


Prowadzenie.
Aby dobrze prowadzić zestaw, należy najpierw zrozumieć jak nasze nimfy zachowują się w wodzie. Wyobrazić to sobie. Trzeba czuć ich ciężar, wiedząc, że to co imitujemy jest wielokrotnie lżejsze od tego co mamy na przyponie. Dlatego po pierwsze musimy odpowiednio zbudować zestaw, nie stosując zbyt ciężkich główek i nie przeciążając go. Jeśli nie potrafisz zarzucać lżejszego zestawu nimf, pomoże Ci w tym odpowiednia technika wyrzutu i sprzęt. Dobre wędki do nimfy, mają miękką sekcję szczytową, pozwalającą na naprawdę daleki wyrzut przynęt. Naucz się rzutu lobem. Kilkanaście minut i powinieneś załapać o co w nim chodzi (na mistrzostwach świata na Sanie, widziałem kolegę z Francji, który rzucał kilkanaście metrów metodą żyłkową i lekkimi mikronimfkami). Rzut jest skierowany do góry, a nie płasko. Nimfy spadają do wody z większej wysokości i bardziej pionowo, co jest bardzo ważne na każdej głębokości wody. Celem naszego rzutu jest „wbicie” nimf w wodę rzucając je pod prąd w górę (1) , tak aby spadały one prawie pionowo w dół. Pomaga w tym jeden trick o którym wiedzą moi kursanci :). W momencie kiedy nimfy są już wodzie, leciutko podnosimy szczytówkę i powstrzymujemy ich spływ. To jest tgzw „kontra”. Wyprostowanie przyponu w tym momencie, przyspiesza lekko zatonięcie nimf. Łapiemy też większą kontrolę i czucie zestawu jaki podąża do dna. Dosyć często w momencie „kontry” następuje branie, tak więc musimy być i na to gotowi.

Dlaczego jest to takie ważne? Nasz zestaw musi dotrzeć do dna jak najszybciej. Działa na niego prąd wody (dryf boczny i dryf z prądem), który znosi nasze nimfy w dół nie pozwalając in dojść do dna. Dlatego unikajcie rzutów w poprzek nurtu. W ten sposób Wasze przynęty nigdy nie zejdą do dna, tylko będą dryfować w pół wody.
Opisuję tutaj podstawowy sposób prowadzenia nimf (można to robić agresywnie stosując tgzw „schodki” lub „windę”, „wyjście z przytrzymaniem” ale to już inna historia). Nasz zestaw musi iść jak najdłużej w pobliżu stanowiska ryb (2), przy dnie. W trakcie prowadzenia, nasza prawa ręka wykonuje ruch od prawej do lewej, zakreślając półkole o kącie około 160 stopni (nie wyciągamy ręki w przód i do góry (robiła tak jedna nacja i wiecie jak się skończyło :)) Łokieć lekko od ciała, kąt prowadzenia zestawu regulujemy nadgarstkiem pochylając lub opuszczając szczytówkę. Na samym końcu prowadzenia (3) przytrzymujemy zestaw do momentu podniesienia nimf z dna (wtedy często następuje gwałtowne branie) i przerzucamy wolnym ruchem pod prąd w górę, wzdłuż kierunku prądu wody.
Tak wygląda proste, długie i prawidłowe prowadzenie nimf, wzdłuż prądu wody. Ryby często ignorują przynętę przemieszczającą się w nienaturalny sposób. Najważniejsze to dotrzeć zestawem do dna (puknięcie) lekko podnieść nimfy, jak najdłużej je prowadzić, dać prądowi je wynieść na końcówce prowadzenia. Przy nauce prowadzenia zestawu, zawsze proponuję następujące ćwiczenie: liczcie sobie po cichu ile sekund zestaw pracuje w wodzie, a później porównajcie to z filmami „ekspertów” na YT :). Prawdopodobnie po treningu, będzie to u Was 8-12 sekund u „ekspertów” 3-5…
Rozpoznanie brania.
Kolejnym błędem jaki widzę podczas szkoleń, jest brak rozpoznania momentu zacięcia ryby. Wynika to z wcześniej popełnianych błędów. Jednym z nich jest powszechne stosowanie zbyt ciężkich nimf. Ciężki zestaw szybciej sprowadza się do dna, niwelując błędy techniczne związane z wyrzutem nimf. Osoby jakie nauczą się lepiej rzucać lekkim zestawem, mają o wiele lepsze wyniki na każdym rodzaju wody. Dlatego łowiący ciężko na Dunajcu koledzy, mają olbrzymie problemy przenosząc się na San, gdzie zwykle woda płynie wolniej i przy małym przepływie z zapory, jest bardzo niska. Tam ciężkie nimfy zamieniają się w mikronimfy, a dla niektórych w pedałki :).
Jeśli nauczycie się łowić lekko, staniecie się bardziej wszechstronnymi muszkarzami i poradzicie sobie na każdej wodzie. Na zacięcie ryby musicie być przygotowani w momencie kiedy nimfy dotkną wody… Czasami żerowanie ryb jest tak intensywne, że w momencie uderzenia przynęt o powierzchnię wody, następuje gwałtowne branie. Zwykle nikt tego nie widzi i nie reaguje. Dlatego spowolnienie spływu zestawu po rzucie, poprzez zastosowanie kontry jest takie ważne. Kontrolujecie zestaw natychmiastowo, dodatkowo ułatwiając mu zejście w dół. Wiem, że są osoby które zacinają ryby wyłącznie wyczuwając branie na sznurze. Cóż można tak się bawić, kiedy ryba jest agresywna, łatwa. Zwykle na stawach hodowlanych. W przełowionej rzece z dużą ilością pokarmu, ryby są płochliwe, selektywne i biorą bardzo delikatnie. Przytrzymują przynętę, czego nie zauważycie nigdy w postaci szarpnięcia czy pociągnięcia. Upominam często moich klientów, że widocznie branie jest sygnałem, że ryba sama się już zacięła. Czyli wykonała pobranie przynęty i zawróciła w przeciwnym do nas kierunku. Takie zachowanie obrazuje się szarpnięciem sznura. Można powiedzieć, że w trakcie jednego prowadzenia, możemy spodziewać się brania: podczas sprowadzania zestawu do dna, podczas prowadzenia przy dnie i podczas podnoszenia z dna. Większość wędkarzy reaguje na branie wyłącznie podczas drugiej fazy.
Dlatego należy zrozumieć, że branie ryby to nie wyłącznie szarpnięcie ale często lekkie przytrzymanie. W momencie takiego brania, przypon zostaje lekko wstrzymany, staje w wodzie (jak podczas zaczepu). Wtedy należy lekko zaciąć.
Zacięcie.
Zacięcie tego typu wykonuje się leciutką zmianą kąta nadgarstka. Nic więcej. Żadnego ruchu przedramienia, czy tym bardziej ramienia. W trakcie jednego przepływu zestawu, często wykonuję takie 2-3 mikro zacięcia. Niestety jeśli chcecie łowić więcej ryb, musicie reagować na każdy nienaturalny ruch przyponu. Będą puste próby, ale zawsze warto to robić. Niestety nie pomoże Wam w tym, źle zbudowany przypon, topornie zbudowany zestaw, brak refleksu czy słaby wzrok…
Na okręgowych zawodach na Dunajcu, wylosowałem dobre miejsce. Wiedziałem że są tam ryby, miałem dobraną przynętę. Jedyną kwestią była sprawa prowadzenia i zacięcia. Ponieważ mocno padało, woda była lekko wzburzona i pozwalało mi to na bliskie podejście do stanowiska. Zestaw prowadziłem praktycznie pod kijem. Była wiosna, więc spodziewałem się delikatnych skubnięć przy samym dnie. Skubnięć nie było, były tylko leciutkie przytrzymania… Złowiłem wtedy 22 ryby w jednej turze. Wygrałem zawody w dwóch turach i byłem w pełni świadomy tego, że gdybym czekał na brania inne niż przytrzymanie, nie złowiłbym nic.
Hol.
Wiecie, że to moja obsesja 🙂 Tak więc będzie krótko. Hamulec w kołowrotku musi być wyregulowany i odpowiednio nastawiony. Nadmiar sznura zbieramy wyłącznie do kołowrotka, nie do ręki czy pod nogi. Rybę (opis dotyczy holu ryb dużych) zaraz po zacięciu staramy się przytrzymać w miejscu. Jeśli chodzi na prawo i lewo staramy się zaczekać aż się uspokoi, wycofując się jednocześnie na brzeg lub płytką wodę. Wtedy podchodzimy ją od dołu i w ten sposób całkowicie przejmujemy kontrolę na tym gdzie będzie chciała odpłynąć. Ryba przez cały czas holu, musi być nad nami. Nigdy nie ciągniemy naszego trofeum pod prąd do siebie. Rybka idzie w dół, cofamy się. Ciągnie w górę, idziemy za nią. Doprowadzamy do momentu gdy zmęczona, podnosi się do powierzchni. Kiedy kładzie się bokiem na powierzchni, wyjmujemy podbierak (dopiero wtedy!) i wsuwamy go pod rybę.
Jeśli stoicie w grubej wodzie i nie możecie zmienić stanowiska, sprawa jest trudniejsza. generalnie musicie poprzez manipulacje wędką, zmusić rybę na zajęcie stanowiska powyżej Was. Kiedy to się uda macie już dużą kontrolę nad holowaną rybą. Jeśli ryba wyraźnie goni w dół, kołowrotek musi oddawać zapas, a Wy choćby w pław udajecie się do brzegu. Tylko tam będziecie mogli ją wyprzedzić i zmusić ją by znalazła się nad Wami.
Generalnie walka z dużą rybą wymaga szybkiego przejęcia kontroli. Nie możecie reagować na to co robi ryba, tylko sami musicie zmuszać ją do tego co chcecie osiągnąć. Robi się to głównie nogami, nie ręką 🙂
Na koniec ostatnia uwaga. Łowimy na różnych rzekach: głębokich, płytkich, małych, dużych, zakrzaczonych i otwartych, kanałach i „siurkach”. Do każdej wody na jakiej będziemy łowić nimfą, musimy dobrać sprzęt i zestaw nimfowy z przyponem. W takim zestawie kluczową kwestią pozostanie ciężar nimf. Może się też okazać, że lepszym rozwiązaniem będzie użycie jednej nimfy, lub podwieszenie jej do indykatora w postaci suchej muchy. Tylko idealnie dobrany sprzęt i wiedza, pozwolą Wam na skuteczne i komfortowe łowienie.
Bardzo cenne uwagi! Dziękuję za ten artykuł. Pokazałbyś przykładowy zestaw ze skoczkiem na, powiedzmy, metrową, 1-5m wodę. Chodzi mi też o pozycje w której dowiązujesz skoczka i sposób jego dowiązania. Mam tam swoją metodę, ale zawsze warto zobaczyć to u kogoś bardziej doświadczonego.
Pstrągawiam!
Hej, podstawowy zestaw roboczy ze skoczkiem: głębokość wody 150cm. Zawiązałbym 50 centymetrowy odcinek roboczy (czyli od końca prowadzącej do węzła gdzie zawiązany jest skoczek. Długość odcinka dla skoczka na takiej wodzie to minimum 20cm. Odległość prowadzącej od skoczka to 30cm. Węzły do dowiązania skoczka zobaczysz na wielu filmach na YT (Salar ostatnio pokazywał takie węzły). Są węzły podstawowe i inne szybkie jakie wiąże się na zawodach. Zaczynasz łowić takim zestawem. W przypadku brań na skoczka, możesz zwiększać długość odcinka do prowadzącej z 30cm na 40, 50 itd. To samo robimy kiedy brania są na wyjściach lub zaraz po wrzuceniu. Wydłużamy wtedy odcinek roboczy zestawu i kombinujemy z długością skoczka.
1.5m* miałem na myśli rzecz jasna