Presja czy jak wolicie, duża ilość wędkarzy w rzece, zniechęca niektórych do łowienia ryb. Porzucają swoje miejscówki, odjeżdżają szybko w inne miejsce. Bo tłok nad wodą nie pozwala rozkoszować się ciszą i spokojem. Samotnicy uciekają od takich miejsc (zwanych miejscówkami) gdzie wiele osób chce spróbować połowić chociaż chwilę i po przyjeździe do domu oświadczyć:” łowiłem na Księdziowym, byłem na Bachlawie…”
Duża ilość osób na małym odcinku rzeki, pozwala zakładać że ryb tam nie połowimy, bo spłoszone, przekłute i przyzwyczajone do każdej przynęty. Inni twierdzą że w takich miejscach jest zawsze szansa na złowienie dużej ryby, bo to miejsca kultowe. Zasobne w ryby, sprawdzone, sławne, najlepsze miejscówki na rzece. W takich miejscach wędkarze rozbijają swoje namioty, parkują samochody, przesiadują od rana do wieczora i eksploatują rzekę w jednym miejscu, do granic możliwości. Efektem są wykręcone od siłowych holów, krzywe pyski lipieni.

Jeżdżąc wiele lat temu na różne rzeki, będąc młodym chłopakiem, zawsze byłem rozczarowany kiedy widziałem na „mojej” miejscówce kilku kolegów łowiących „moje ryby”. Mój ówczesny nauczyciel, uspokajał mnie zawsze mówiąc, że ilość łowiących osób nie ma tak wielkiego znaczenia. Gorzej kiedy ilość przechodzi w jakość…
Okres jesienny na Sanie to sucha mucha. Jeśli do tego dopisuje pogoda, nad wodę w weekendy przyjeżdżają tłumy osób. Jak widać na zdjęciach trudno znaleźć wolne do łowienia miejsce w znanych i uczęszczanych miejscówkach. Jednak przy dużej ilości ryb nie trzeba skupiać się wyłącznie na tych miejscach. O skuteczności połowu w każdym z miejsc nad rzeką, decydują nabyte umiejętności, a nie dostępność lepszego czy gorszego dołka.
Tak więc nie należy zrażać się ilością osób nad wodą. Obecność kolegów to wspólne bezpieczeństwo, możliwość wymiany doświadczeń, much, dodatkowa ochrona rzeki, możliwość nawiązania nowej znajomości, czy wymiana poglądów na zgoła nie wędkarskie tematy. Nie rezygnujmy jednocześnie z zatraconego już zwyczaju, eksploracji mało znanych miejsc w poszukiwaniu naszych ryb. Natura zwykle po czasie, zrekompensuje nam ból w nogach jakąś wspaniałą rybą, lub w ostateczności pięknym widokiem, a być może kiedyś w przyszłości, znajdziemy nasze własne Eldorado.
