Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie winter-fly-fishing-e1546387539371.jpg

Zimowe wieczory, trochę więcej wolnego czasu, to może coś pokręcimy?

Ile to już razy przed nadchodzącym sezonem, podejmowałem próby przygotowania sobie much na pierwsze czy kolejne łowienie. Coś na wiosnę na pstrąga, coś na późną wiosnę na pierwsze wyjścia do suchej, jakieś tam bazowe nimfki (zwykle brązki). I dużo much na letniego lipienia. Większość osób tak robi. Kręci na zapas. Tylko ja mam ochotę napisać, że nie ma to większego sensu 🙂

Wykonywanie much na zapas, nie sprawdza się w czasie. Jeśli po kilku (lub kilkunastu) sezonach na tej samej rzece, dojdziemy do wniosku, że w maju biorą zwykle na taki czy inny wariant małej jętki, to zawsze pojawia się problem z jej rozmiarem, jednym małym dodatkiem, którego w mojej muszce zabrakło. Ile razy już to przerabiałem: moje ukręcone na zapas w zimie muchy są dobre. Brązki jak się patrzy, dobry rozmiar, wielkość te same materiały jak u kolegi tylko… jego brązki mają fioletowy chwościk, a moje nie. On łowi 5 na godzinę, a ja jedną. Taka mała różnica.

Zapas much uspokaja nas emocjonalnie. Masz dużo pudełek, zawsze coś znajdziesz. Takie krążą opinie. Z doświadczenia wiem, że zdarza się to sporadycznie. O wiele częściej, dokręca się muchy na miejscu, lub szuka w lokalnym sklepie (zwykle tam są :)). Używanie imadła zimą ma sens, jeśli chcemy podszlifować swoje umiejętności w samym kręceniu much. Dobre ogonki, tułowia, jeżynki, skrzydełka zawsze są w cenie.Szybka umiejętność imitowania tego co aktualnie wylatuje, to skarb.

Dlatego sugeruję skupienie się na przygotowaniu do sezonu, sprzętu wędkarskiego. Sprawdzenie kołowrotka, linek, przyponów. Jak już będziecie ten pierwszy raz na wodą, nie będzie na to czasu.

Photo: Hiking and Fishing