Cały 2023 rok, jego wiosna i później okres letni, obfitowały w okresy zmiennej pogody. Upały plus ulewne deszcze powodowały, że trudno było się wpasować w jakikolwiek urlop, a łowienie zwykle kończyło się na moczeniu przynęt w brudnej wodzie.

W takim okresie czyli w lipcu, udałem się na OS, niestety pierwszy raz w tym roku. Wcześniejsze stany wody i zawody organizowane na OS, spowodowały, że coraz trudniej jest mi się dostać do tego łowiska.

Dzień pierwszy

W pierwszy dzień przywitała mnie upalna pogoda. Woda powoli opadała, przepływ w granicach 35m3, lekko trącona. Kilka osób w zasięgu wzroku. Fajnie widać po ich zachowaniu i ruchach, czy łowią coś, czy tylko spacerują po wodzie 🙂 Większość łowi na streamera. Nieliczni na nimfę. Generalnie obserwuję powolne, znudzone ruchy osób, mocno zrezygnowanych. Wchodzę w pierwszą miejscówkę na jednym z niewielu parkingów jakie jeszcze zostały nad rzeką (pierwszy mur). Kolega właśnie schodzi z wody, mimo tego, że jest godzina 11.00. pewnie łowił od świtu…

W tym miejscu jest maksymalna presja, ze względu na dobry dostęp do wody, miłe otoczenie i atrakcje dostępne dla osób towarzyszących. Jestem w pełni świadomy tego, że nie ułatwi mi to łowienia, wręcz poprzeczka idzie mocno w górę. Woda przełowiona (częste zawody), ryba wystraszona (kajaki, pontony, kąpiące się dzieci), wędkarze wchodzący do wody co chwilę. Będzie trudno, no ale nic nie jest w stanie zaburzyć tego pięknego otoczenia i szumu wody.

Zadanie mam dosyć proste: sprawdzam nowy kijek, dwa sznury i kołowrotek. Chcę zobaczyć jak w praktyce spisuje się sprzęt tak szeroko opisywany w necie. Czyli czy wędka ma dobrą akcję, czy sznury „dobrze podają” czy kołowrotek ma precyzyjny hamulec. Na koniec, czy moje przynęty dobrze ukręciłem czy do bani…

Ponieważ koledzy są dosyć przewidywalni, wchodzę w tą miejscówkę trochę inaczej. Staram się wbić w szybką wodę w główki przy progach. Zaczynam od nimfy zostawiając mokrą muchę na deser. Kilka przeprowadzeń nimf na główkach 3.5 i 4.0 bez brań. Zmieniam na coś bardziej lekkiego 2.8 i prowadzę coraz agresywniej. Jest pierwsze branie, pudło, nie zacinam ryby. Po czwartym mam pewne przytrzymanie i holuję pierwszego w tym dniu 40-taka. Przynęta na haku #16… taka jesienno-zimowa…

W tym samym miejscu łowię jeszcze uklejkę, jednego klenika i zmieniam miejsce. Sto metrów wyżej mam fajnie branie i o dziwo łowię lipienia 25+. Z jednej strony to bardzo miłe i nieoczekiwane zdarzenie z drugiej już wiem na co się zanosi: niedobitki…

Ryby jest za mało. Odcinek specjalny jest przełowiony, ryba przekłuta. Po kilkunastu minutach bez brania w bankowych miejscówkach, wsiadam do auta bo wiem, że rybę muszę „wyjeździć” i dosłownie wydeptać. W sumie do godziny 18.00 mam na koncie 3 ryby 40+ ale zero innych (?!!!). Takie wydłubywanie klocków z dziur.

Dzień drugi

Dwa dni później pomimo nocnych opadów, kupuję licencję i próbuję drugi raz. Łowię w niekoszernych godzinach, czyli od 10.00 do 18.00 z przerwą na obiad. Uzupełniłem pudełko o glajchy, zakładam taki zestaw i jest trochę lepiej. Przemieszczając się po łowisku, łowię na płani kolejne lipienie. W sumie tego dnia będzie ich siedem (?!). Wiem już, że wysoka woda zrzuciła je prawdopodobnie z parku w dół Dunajca. Dobrze, że pojawiają się na płaniach, gorzej że w takim okresie. Tego dnia udaje mi się wyjąć 20 pstrągów i lipieni. Żadna z ryb nie przekracza 32cm.

Dzień trzeci

Woda opada. Te dwa dni na wodzie, pozwoliły mi sprawdzić sprzęt i przynęty, dobrać odpowiednią taktykę. Wiem już gdzie są ryby, na co je mam łowić, jaka metoda jest najlepsza. Niestety z racji swoich ograniczeń, oraz ograniczeń środowiskowych, nie stosuję taktyki jaka przyniosłaby mi pewnie więcej dużych ryb. Pozostaję przy komfortowym, spokojnym łowieniu na mokra muchę. Dwie muchy #10 imitujące bardziej chruścika niż jętkę. Wolne prowadzenie na sznurze intermedium. Im niżej schodzi zestaw, tym brań jest mniej. Inna sprawa, że w dalszym ciągu łowię wyłącznie „zawodnicze” pstrągi. Kilkanaście miarowych na cały dzień w tym trzy powyżej 30cm.

Podsumowanie

Sprzęt się sprawdził (oczy napiszę w innych postach). O dziwo, mokre muchy i jeden wzór nimfy też. Liczyłem na pewne problemy ze skutecznością, bo był to mój pierwszy wyjazd w tym roku. Jest gorzej niż w zeszłym roku. Ryb jest za mało jak na OS, koszty wysokie, kontroli brak, kłusownictwo kwitnie. Dunajec jak to Dunajec, piękna rzeka z ogromnym potencjałem…