Glajchę znam od lat 80-tych. Pamiętam moich kolegów ze śląska, którzy testowali różne rodzaje gumek i haków do jej wykonania. Imitacja „czerwonego robala” została rozpowszechniona w świecie przez Władka Trzebunię. Przynęta znana pod nazwą Wladi Worm jest obecna w wielu katalogach much na świecie.
Nimfa ta jest dociążona ołowiem, a w ostatnich czasach główką wolframową. Stosujemy przy podwyższonym stanie wód. Wysoka woda. Co to w ogóle znaczy? Pamiętam czasy kiedy poziom Dunajca w Krościenku w okresie letnim, oscylował w granicach obecnych 50m3/s. I był to stan normalny. Ryby brały, ludzie się kąpali, lipienie oczkowały, wędkarze łowili. Obecne upały i wieczorne ulewy nie przeszkadzają w łowieniu do momentu kiedy woda jest w miarę czysta i przepływ nie przekroczy tych magicznych 50m3/s. Oczywiście jest to zabawa dla doświadczonych, znających rzekę i co tu dużo mówić tęgich i wysokich wędkarzy 🙂 Wyobraźnia i respekt dla natury też się przyda.
Tak więc jeśli musimy już łowić w takich warunkach postarajmy się ostrożniej podchodzić do rzeki, wybierać raczej miejsca z wolniejszym nurtem i łowić przy brzegu. Nie stawiamy nogi tam gdzie nie widzimy dna. Unikamy wchodzenia na duże głazy ponieważ po ich bokach zwykle wymywane są dziury. Przekraczanie przeszkód w wodzie w poprzek, zawsze jest niebezpieczne. Omijamy je obchodząc dookoła. Nagły deszcz lub burza to sygnał do odpoczynku na brzegu i obserwowania stanu wody. Jeśli jej kolor się zmienia, zaczynają płynąć liście, gałęzie (lub puste butelki :)) łowienie staje się zbyt niebezpieczne i trzeba wracać do domu.
W okresach przyborów, podawanie przynęt przy burtach rzeki ma sens. Ryba w tym czasie schodzi w stronę brzegu. Słyszałem niedawno, jak w czasie nagłego przypływu i podniesienia się stanu wody, ryby skierowały się w stronę zalanych brzegowych traw. Można było zobaczyć ich grzbiety falujące pomiędzy trawami.
Oczywiście cały czas mówimy o wodzie wysokiej, ale względnie czystej. Woda „kawowa” lub zielona, to zupełnie inna kwestia. Brodzenie w takich warunkach odradzam, a łowienie cóż, należy odłożyć na kilka dni. Oczywiście zdarzało mi się łowić nawet w takiej wodzie, ale raczej z przymusu. Po nagłym wzroście jej poziomu ryba po chwilowym szoku, zaczyna żerować. Zbiera to co zostało wymyte z traw, czyli jak twierdzą zwolennicy glajchy, dżdżownice. Być może się tak dzieje ale niewątpliwie, pstrągi lubią najbardziej naszą narodową przynętę, właśnie w okresie podniesionych stanów wód. Tak więc kilka glajch w pudełku zawsze się przyda. Zwracam jedynie uwagę, że #4-6 glajcha, gumiś czy glajcha z twisterowym ogonkiem, to kolejne wersje tej samej muchy i jak każda z naszych przynęt ma swoje bardziej lub mniej skuteczne odmiany. Dominują oczywiście odcienie koloru czerwonego, róże, ciemne fiolety. Są to przynęty skuteczne również przy czystej wodzie. Jednak w przypadku chęci łowienia na nie w normalnych warunkach, należy stosować ich małe rozmiary i trochę jaśniejsze odcienie tułowia. Do wersji na haku #16 włącznie.
Mówiąc glacha, myślimy o bardziej lub mniej udanej imitacji dżdżownicy. Gumiś to taka właśnie mucha tylko z ogonkiem z przodu i z tyłu. Twisterek dodany do zwykłej glajchy powoduje powstanie nowej jej wersji o nieznanej mi do dzisiaj nazwie. Są też wersje z tułowiem z różowego, czerwonego lub fioletowego dubbingu. Jedno jest pewne: wszystkie przynęty należy dobrze prowadzić i prezentować, a tego nauczycie się właśnie w mojej szkole 🙂
