Temperatura w okolicach zera, woda plus 3-4 stopnie. Przenikliwy wiatr i bardzo niski stan czystej wody (10m3). W obliczu takich warunków, siedząc sobie przy kominku z ciepłą kawą w ręce, zadajemy sobie pytanie: czy warto wybrać się na dunajeckie grudniowe lipienie?
Zwyczajowo, kończymy stary rok łowiąc lipienie w grudniu. Jak tylko pozwolą na to warunki jedziemy na OS, po raz kolejny budzimy wcześnie Panią Marię i po zakupie licencji nad wodę. Wbrew pozorom nie jesteśmy na rzece sami. Oprócz 6-7 osób szybko pojawiają się strażnicy jakim przy okazji wyprawy, możemy złożyć świąteczne życzenia.
Zimna woda odsłania wszystkie możliwe dołki niedostępne dla nas nawet jesienią. Zaskakuje po raz kolejny głębokość niektórych z dobrze znanych nam miejsc. Przy obecnym stanie wody niższym niż zwykle o 1,5 m, dna dalej nie widać, a nasze ciężkie nimfy wydają się w dalszym ciągu za lekkie.

Lipienie zajmują już zimowe stanowiska. Wybieramy płanie i głębokie dołki, gdzie wyraźnie grupują się większe i małe lipienie. Ryba stoi nisko dlatego w tym okresie używamy zwykle ciężkich nimf. Ciężkich to nie znaczy, że dużych. Po swoim ostatnim wyjeździe na San zostały mi jeszcze pudełka z nimfetkami. Zabrałem je ze sobą z przekonaniem że dunajeckie lipienie muszą poznać ich smak. Typowo po „sanowemu” zacząłem łowić pod prąd na zestaw dwóch lekkich mikro nimfek. Przypon koniczny do stylu NZ, długość 5-6 metrów żyłka 0,08-0,10. Po kilku kwadransach Tomek miał już na koncie 10-15 sztuk, a ja zebrałem się w sobie i … wymusiłem na nim powrót do auta. Tam został mój ulubiony kołowrotek i przygotowanym zestawem do polskiej nimfy. I dwa stare wzory z 4mm główkami. Powoli zacząłem nadrabiać straty i łowić wreszcie porządne ryby. Tomek nieco spowolnił, przygnębiony uszkodzeniem swojego Visiona. Zaopatrzony w mój osobisty sprzęt, szybko poznał „tajemnice skutecznego wędkarstwa” 🙂 Chwilowe sukcesy skomentował stwierdzeniem: „jakbym miał swój ulubiony kijek to…”
Grudniowy lipień z Dunajca jest zdecydowanie mniej aktywny. Myślę że jego rewir zmniejsza się z wraz z obniżaniem się temperatury wody, a pobieranie pokarmu odbywa się na ograniczonej poziomo i pionowo, powierzchni. To jedyne różnice (w porównaniu z wczesną jesienią) jakie zauważyłem po złowieniu tych 25-30 sztuk. Ryby w różnych przedziałach wielkościowych jest sporo. Nie złowiliśmy jakiś gigantycznych ryb (+40) ale też nie staraliśmy się łowić w miejscach gdzie one zwykle w tym okresie przebywają. Wszystko to zapowiada lepszy, nadchodzący nowy rok i można mieć tylko nadzieję, że do tego czasu ryba wytrwa.
Pstrągi: tak te ryby też łowiliśmy. Potarłowe sztuki są w wyjątkowo dobrej kondycji. Niektóre z nich chyba zadowolone ze spełnionego obowiązku, trochę już utyły 🙂 Złą informacją jest niestety fakt, że wśród 60 ryb jakie wspólnie złowiliśmy, było też 5 sztuk z wyraźną pleśniawką. Jeden biedny 50 tak pływał sobie spokojnie na jednej z głębszych płani. Chorymi rybami były tylko pstrągi.
Jak pogoda pozwoli, powrócimy w tym roku na OS Dunajec. Bo naprawdę warto mimo że dzień krótki i łowienie to tylko kilka dobrych godzin.
