2015-03-26-10.37.07

Poranna pobudka, kawa, Ipad i … rozczarowanie. Wykresy były bezlitosne. Poziom wody w górę, przepływ w górę. Wiedziałem co mnie czeka. Dobrze że zapowiadanych opadów nie było, tylko kilka większych chmur goniło po niebie. Około 16 stopni na plusie. Przyjechałem do Mszany około 10.00 i przypuszczenia okazały się trafne. Zielona woda. W wyższych partiach wzgórz dookoła miasta płaty śniegu, dodatnia temperatura i widoczne po kolorze wody topnienie trwa w najlepsze. A na nizinach wiosna.

Ubierałem się bez pośpiechu. Mimo tylu przygotowań, okazało się że kilku rzeczy brakuje, że przydałoby się kilka drobiazgów aby cały sprzęt był kompletny. Wszedłem do wody która w okolicach brzegu nie była taka zła. Tylko główny nurt był zdecydowanie zielony, pośniegowy, a woda przejrzysta tak do pół uda. Po 10 minutach bezowocnego łowienia, postanowiłem skupić się na znanych mi z zeszłych lat miejscówkach. Obserwowałem też co płynie po powierzchni i wyraźnie widać było na niej małe czarne muszki takie na #18. Jeden rzut tak 1 metr od brzegu i pierwszy 35cm pstrąg sezonu, wjechał do siatki.

2015-03-26-12.27.31

Zdjęcie i do wody. Niestety obiektyw był albo brudny albo zaparował więc przepraszam za jakość zdjęć, poprawię się następnym razem.

Taktyka była niezła więc ruszyłem w górę rzeki. Piękna pogoda, brzydkie ogołocone z roślinności nadbrzeża Mszanki w sumie w samym centrum. Pachną bazie. Ludzie siedzą na brzegach obserwując wariata w zimnej wodzie. Druga ryba nie była zaskoczeniem, ale oczekiwałem raczej czegoś mniejszego. Znowu 35cm długi i chudy jak zawsze o tej porze roku. Ryby wyraźnie rozproszone lub inaczej: aktywne ale wybiórczo. Mając mało czasu zrobiłem może 3 kaskady. Nawet w basenach brań było mało, a delikatne podszarpywania przynęt przez małe ryby, ignorowałem. Szukałem znanych mi dołków gdzie rok temu widziałem fajne sztuki. Fakt że był to środek sezonu ale miejscówki pozostały  w nienaruszonym stanie. Kolejny gość zawitał w podbieraku tym razem standard na tej wodzie 28cm.  W dalszym ciągu pojedyncze brania w pojedynczych dołkach. Kierowałem się w stronę jednego z ciekawszych miejsc gdzie kilka lat temu, widziałem niezłą sztukę taką pod 60cm. Wyobraźnia szalała, ale ja raczej bez złudzeń wrzuciłem swoje nimfy w piękny dołek. Chyba trzeci rzut, delikatne ugięcie się przyponu zacinam i… poszło! W górę w dół, dookoła mnie 🙂 No nie wierzyłem własnym oczom. Sześćdziesiątak jak nic! Tomek będzie miał wiosenną depresję 🙂

Oczywiście potwór nie pokazywał się na powierzchni, tylko idąc głęboko odjeżdżał raz w dół raz w górę. Jakoś tak dziwnie, zbyt mocno i w bok. Po kolejnym odjeździe naprowadziłem go ponad siebie i nierozsądnie podniosłem do powierzchni. Eeeeeeeeee… wszystko było wiadomo. Piękny czterdziestaczek podpięty za łuk skrzelowy 🙂 Hol trwał jeszcze trochę, fotka i do wody. Chudy ale bardziej wybarwiony od kolegów samiec pokłapał trochę szczęką i wrócił do swojego ulubionego dołka. Mojego również.

Idąc w stronę auta pojmałem jeszcze jedną rybkę. Cały łowienie zajęło mi 3,5 godziny, a te 5 rybek sprawiło mi w tych warunkach dużą przyjemność. Czy pojechałbym jutro? Nie. Czy za tydzień? Być może. Ale za 8 dni pojadę na sto procent. Przy takiej temperaturze, woda będzie już dobra, a pierwsze oczka w sezonie już widziałem!

2015-03-26-12.27.11