IMG_1882 Wczorajszy wyjazd na OS, wymusiło nagłe obniżenie poziomu wody. Spadek zrzutu z elektrowni z 60-30m3/s spowodował wzrost ciśnienia… u nas. Ciśnienia na wyjazd oczywiście. Piękna wiosenna pogoda. Plus 18-20, woda plus 6, lekko zielona o idealnym poziomie do łowienia. U Pani Marii informacja, że 6 osób już łowi. Spotkani zaraz po starcie, strażnicy informują mnie, że łowi też Duszko (pozdrawiam) ale narzeka na brak brań. Przyjmujemy strategię na wiosenne wędkowanie. Nimfa, mokra mucha i wypatrywanie jakiś oczek. Zaczynamy od godziny 9.00 w miejscu jakie wydaje mi się najsensowniejszym wyborem o tej porze roku. Generalnie nasza taktyka miała dostosowywać się do panujących warunków i chciałem ją modyfikować w zależności od tego jakich informacji udzieli mi rzeka. I ryby. Stało się to dosyć szybko.

P1010782-1
Tak po 15 minutach kiedy drugą rybą w podbieraku był 42cm tęczak, zaczęła potwierdzać się informacja o zarybieniu. Jeśli zarybienie, to tylko w kilku określonych miejscach. Jak znajdziemy ryby, to je złowimy. Po godzinie, kiedy mieliśmy obaj na koncie po 5-8 ryb, wiedzieliśmy że łatwo nie będzie. Sporadyczne brania ryb dzikich, mocno rozproszonych i w typowych dla tej pory roku miejscach. Generalnie z łowieniem w prądach szybko daliśmy sobie spokój. Leżąc na brzegu wypatrywaliśmy oczek i tak koło południa na środku płani pojawiły się piękne kółka. Szybkie przezbrojenie na suchą, kilka rzutów i ładne dzikusy pod 40 lądują w siatce. Na końcówce jednej z płań kolejne oczka. Staram się podać moją skuteczną suchą i nic. Ryby wyraźnie ją ignorują. Stopniowo zaczynam stosować wersje coraz bardziej podpowierzchniowe i …nic. A ryby (niezłe) dalej oczkują intensywnie. Marek stara się pojmać je na mokrą, a ja nieźle wkurzony zmieniam zestaw na nimfę. Zakładam irracjonalną ale sprawdzoną wielokrotnie wcześniej nimfę i bach… niezły byczek tańczy już na wędce. Kilka wyskoków i odjazdów i rybka taka dobrze powyżej 40cm przentuje swoje piękne kropki. Szkoda tylko, że jej w końcu nie wyciągnąłem … 🙂 Trudne oczka ustają. Przemieszczamy się w nowe miejsce w myśl zasady „po zarybieniu jedź tam, gdzie zarybiali”. Trafiamy idealnie. Praktycznie co trzeci rzut ryba. Wpuszczaki takie pod 30cm, a pomiędzy nimi pojedyncze duże dzikusy. Kończę piękny dzień z 16 sztukami na koncie. W tym kilka powyżej 40, większość takich 30-38 no i te wpuszczańce. To jest początek sezonu. Dzika ryba jest rozproszona, mało aktywna i mimo wylotów jętki nie widać jej aktywności na całej rzece. Ryby zajmują jeszcze zimowo-wiosenne stanowiska. Jak widzicie na zdjęciu, małe pijawki już je oblepiły, a wyskoki pstrągów ponad wodę informują nas że pijawki będą coraz większe. Trzeba czekać na cieplejsze dni, stabilizację i oczyszczenie się wody. W powietrzu dominuje brązowa jętka #10-12 jasne skrzydełka. Płynie wolno po powierzchni, nic tego nie zbiera. Poczekamy dwa tygodnie i spróbujemy znowu. Wydaje się, że do momentu jak nie zacznie wylatywać chrust, duże ryby pozostaną na płaniach. Ale jak już wyleci to… IMG_1874