Zwykle w styczniu lub lutym zakładamy, że jak będą odpowiednie warunki, to nałowimy się do syta. Przyjdzie czas kiedy, ten jeden dzień będzie przepełniony bezustannym łowieniem wielkich ryb. Ryb aktywnych, nie wybrzydzających i zbierających na suchą bez wybrzydzania. Ręce będą boleć od holów, plecy od kamizelki, karta w aparacie wypełni się zdjęciami okazów, a bateria w telefonie się wyczerpie od naszych ciągłych rozmów z kolegami gdzie, na co i jak.
Czekamy najpierw na wzrost temperatury wody. Później na zejście ostatnich śniegów. Jak już zejdą, czekamy na koniec „okresu pijawkowego”. Jak on się skończy, czyli zaraz po „okresie żabowym”, idzie zwykle duża woda, no dobrze powiedzmy wprost: powódź. Tak po 3 tygodniach jak już wody opadną, nadchodzi ten czas. Czas chruścika. Jak wyleci…
Czyli tak w czerwcu, sprawdzając wcześniej czy nie ma zawodów: klubu, koła, Grand Prix, międzynarodowych czy branżowych, towarzyskich lub stowarzyszeniowych, wskakujemy w wolne weekendowe okienko i jedziemy. To ile jest takich dni w roku?
Zaplanowany wyjazd ma to do siebie, że jest zaplanowany… ale tylko przez nas. Gdzieś tak pomiędzy spotkaniem rodzinnym, remontem, komunią, chorobą lub urodzinami cioci, okazuje się, że koledzy połowili, a nam uciekło kilka z kilku „tych dni”. Mimo to planujemy co weekend, negocjujemy, zręcznie unikając pytań: ” a co kochanie robimy w weekend?” . Nawet wynosimy śmieci ?!!!I I czekamy dalej.
Jak już wreszcie jesteśmy nad wodą okazuje się, że… właśnie nie biorą. Bo puszczają z zapory, bo opryskują pola, bo puścili z szamba, albo oczyszczalnia czyści zbiorniki.
Siedzę sobie właśnie w fotelu i rozmyślam: ile tych pięknych dni w sezonie można nazwać „tymi dniami”. Patrząc wstecz (a patrzę daleko) jest ich niestety kilka w sezonie. Dla osoby miejscowej, mogącej w każdej chwili wyskoczyć nad wodę, dużo więcej. Dla przyjezdnych, obserwujących rzekę z daleka, tylko kilka dni w roku. Niestety. I jak tu wytłumaczyć w domu, że dni takie, to święto większe niż wybory „jednego z dwóch”. I jak tu wytłumaczyć, że jest to dzień ważny, oczekiwany od wielu miesięcy. Zwyczajnie się nie da.
Bo nikt oprócz nas nie zrozumie tego oczekiwania, przygotowań i widoku pstrągala zbierającego delikatnie z powierzchni chruścika na #8.
Bądźcie czujni, przygotowani i wolni. Bo tylko wtedy będziecie mogli wykorzystać każdą nadarzającą się okazję w sezonie. Pamiętać ją będziecie latami.
