W okresie, kiedy wody Dunajca i Sanu są brudne, szukam miejsc w których spokojnie można szlifować swoje techniczne możliwości połowu. Na całe szczęście, są jeszcze w Polsce, czyste, rybne, dzikie rzeki. I normalni koledzy :). Nie spotykam tu „śmieci przywiezionych przez wędkarzy” nie ma tłoku, samochodów nad rzeką. Jest cisza, spokój, kwiaty w wodzie i …ryby.

  

Ścieżki nad rzeką to nie śmietnik, mimo tego że to miejsca spacerowe dla pobliskich mieszkańców miasta. Nadbrzeżne zarośla to nie ekspozycja dla foliowych worków, a w zastoiskach pływają pstrągi i lipienie, a nie butelki i puszki. Ta rzeka jest w Polsce. Szlifuję tutaj technikę wędkarską w spokoju i ciszy wymieniając się spostrzeżeniami (i muchami) z grupą dobrych kompanów.

    Małe czyste rzeki, są wymagające. Trzeba poruszać się w górę, łowić cienko, zmieniać metody w zależności od sposobu żerowania ryb. Ciche zachowanie pomaga. Sucha, daleka nimfa i nimfa to metody jakie stosuję w takich rzekach. Lubię łowić w prądach stosoując małe nimfy na płytkiej bystrej wodzie. Cała przyjemność w dostosowywaniu zestawu do warunków, poparta sensownym doborem przynęt wynagradzana jest zwykle dużymi lipieniami lub pstrągami. Jeśl nie, cóż i tak jest przyjemnie spędzić cały dzień nad tak piękną rzeką i w tak doborowym towarzystwie.