IMG_3612

Koniec czerwca, zbliża się okres urlopowy. Na Dunajcu tłumy wędkarzy, próbują wpasować się ze swoim łowieniem, pomiędzy wysoką wodę, zawody, okresowe rójki, wędkarzy i kajakarzy. Takie życie. Płacimy ekstra ale musimy się wpasowywać. Nie dość, że tłumy na rzece, to dodatkowo tłumy na poboczach. Płatne parkingi, zakazy wjazdu w zatoczki, zagradzane wolne miejsca parkingowe przy brzegach. W takich sytuacjach, sensownym wydaje się skorzystanie z wiedzy przewodnika, lub doświadczonego kolegi. I sprawa nie dotyczy wyłącznie samego łowienia. Warunki zewnętrzne mogą swobodnie zepsuć Wasz weekend lub nawet dzień nad wodą.

Jak planować wyjazd? Większość z Was jedzie z północy na południe. Oznacza to przejazd przez Kraków. Nadchodzące imprezy będą dodatkowo  utrudniać ten dojazd, dlatego sensownym wydaje się przejście na… cykl nocny 🙂 Jedziemy: w nocy, zaczynamy łowienie: po zmierzchu, odpoczywamy: w ciągu dnia. Jeśli już jesteśmy nad wodą i nie jest ona zbyt wysoka, sugeruję znalezienie miejsca jak najdalej od drogi. Niestety zakup licencji nad ranem, to zmuszanie sprzedających do wstawania o 4.00 lub 5.00. Mam z tym mały problem bo sam lubię pospać, a tutaj zmusza się kogoś do porannej pobudki. Niestety nikt do tej pory nie wpadł na pomysł udostępnienia licencji na całodobowej stacji benzynowej. Przy drogach dojazdowych jest ich kilka.

Będąc nad samą wodą, szukamy swojej miejscówki. Jeśli tylko możemy łowimy w tygodniu. Weekendy to niestety czas dla ludzi drugiej kategorii :). Presja, wczasowicze, miejscowi pomocnicy, kajakarze, grillowcy. Spokoju nie znajdziesz. W tygodniu ruch na drogach większy ale na wodzie jakoś mniej ludzi. Ryby spokojniejsze ale zdecydowanie bardziej skore do współpracy.

Wydaje się, że upragniony dzień nad wodą to tylko znalezienie kilku wolnych godzin. Proponuję jednak przemyśleć wcześniej swój wyjazd, żeby po zdobyciu licencji łowić w spokoju i odpoczywać nad wspaniałym i rybnym obecnie Dunajcem.

IMG_2115