
Dyskusja na znanym forum, wkroczyła na taki etap, że… muszę się odezwać. Spadanie ryb to wina sprzętu ale nigdy… wędkarza.Są jednak tacy którym ryby nie spadają. Naprawdę. Dlaczego? Bo potrafią zestawić odpowiedni sprzęt, bo potrafią zaciąć w odpowiedni sposób i potrafią wyholować rybę. I to nie w kilka osób (co ostatnio często widzę na Dunajcu) ale pojedynczo, klasycznie zaopatrzeni w swój dobrze dobrany podbierak.
Spadanie ryb jest przypadkiem złożonym. Jedno jest jednak pewne: najlepszy sprzęt nie spowoduje, że ryby nie będą spadać. Najlepszy wędkarz z marnym sprzętem nie będzie łowił i holował lepiej, tylko gorzej.
Określmy najpierw co znaczy stwierdzenie: ryby mi spadają Czy jest to 1-2 ryby na 10, czy 8-9 na 10? W pierwszym przypadku, kiedy łowisz np 50 ryb dziennie jest to coś normalnego. Zdarza się, a można nawet przyjąć, że to kwestia Twojego zmęczenia. W drugim, kiedy łowisz 10 ryb dziennie i spada Ci 8-9, jest nad czym się zastanowić. Tak więc kiedy podczas rójki i masowego żerowania ryb, masz mnóstwo brań, ryby Ci spadają, nie martw się. Są one po prostu łapczywe i w dużej ilości pokarmu, często, szybko i niedokładnie zbierają. Aktywność ryb i sposób ich żerowania również ma znaczenie.Jeśli brania są pewne i po zacięciu ryby i kilkusekundowym kontakcie następuję spięcie, trzeba się zastanowić gdzie popełniasz błąd.
Sprzęt i błędy jakie mogą powodować spięcie się ryb:
– zbyt sztywna wędka
– błędnie dobrana klasa wędki
– źle dobrany sznur
– źle dobrany przypon
– źle dobrana średnica żyłki
– zły haczyk jego wielkość, jakość, rodzaj
– źle skonstruowana przynęta
– zła wielkość przynęty
– zły podbierak
To tyle jeśli chodzi o sprzęt. Jak widać czynników jest… wiele. W moim przypadku (tak zdarzają mi się spady ryb:)) zwykle jest to kwestia złego haczyka. Niestety sklepy nas nie rozpieszczają, a wina leży zwykle po stronie producenta. Wiosną łowiłem z kolegami na Dunajcu piękne i waleczne pstrągi. Po holu 3 pięćdziesiątek byłem załamany, wszystkie spadły mi przy podbieraku. Usiadłem na brzegu i od razu zwróciłem uwagę na haczyk. Ryby w silnym prądzie rozginały go z łatwością. Niestety problem w tym, że przynęta była wykonana na jednym modelu haczyka. Na tym który najpierw się rozginał i później wracał do swojego pierwotnego kształtu. Taki ekologiczny typ 🙂 Znany producent, źle dobrany model. Moja wina.
Pierwszą rzeczą jaką sprawdźcie to haczyk. Czy to sucha mucha czy nimfa, trzeba obserwować czy podczas zacięcia, holu i podebrania haczyk się nie rozgina. Można ewentualnie zmienić styl holowania ryby ale to już trochę trudniejsze zadanie. To co można od razu zmienić to rodzaj haczyka, żyłka i sznur. Kwestia wędki jest ważna ale problem z jej akcją można rozwiązać w inny sposób. „Nauczyć się” swojej wędki. Pamiętam ile czasu mi zajęło dostosowanie swojego holu, do szybkiej akcji Sage One. Kolega który kupił ją ode mnie również notował na początku wiele spadów, jednak po kilku treningach jego hol stał się pewniejszy i szybszy.
Sprzęt jest ważny, ale to Wasze umiejętności decydują bardziej o tym czy ryba spadnie czy nie.
Miękka wędka to pójście na łatwiznę. Wiele wybacza, daje mały margines jeśli chodzi o wielkość łowionych ryb i według mnie jest to wybór dla tych leniwych. Oczywiście są kije sztywne jak kij od szczotki, bez duszy, akcji i trudne do opanowania, ale takie wynalazki powinniście już dawno znać. Są zatem kije łatwiejsze i trudniejsze do opanowania i są też… szklaki :).
Unikam żyłek miękkich. Unikam amortyzatorów przy łowieniu lipieni. Modne kilka lat temu szybko zamieniłem na kilka dobrych żyłek, dobrałem odpowiedni przypon i łowię bez nich.

Technika zacięcia-holowania i podstawowe błędy:
– złe zacięcie (zbyt słabe lub zbyt silne)
– siłowy hol pod prąd
– złe ustawienie się w stosunku do holowanej ryby
– nie korzystanie z hamulca kołowrotka
– zbyt wczesne wyciąganie podbieraka
– brak wyczucia kiedy ryba jest gotowa do podebrania
Zacięcie musi być dostosowane siłą do rodzaju ryby jaką się łowi. Pstrągi zacinamy zdecydowanie i szybko. Lipienie o wiele wolniej i delikatnie. Głowacicę… 🙂 siłowo. Jeśli rozszarpujesz pysk lipienia mocnym zacięciem, nie dziw się, że ryba Ci później spada. Zacinanie różnych wielkością lipieni (jeśli tylko jest to możliwe) powinno różnić się w zasadniczy sposób. Wolne i delikatne zacięcie i zdecydowany ale dłuższy hol da Ci dużo większe szanse na wyciągnięcie ładnej sztuki. Małe można zacinać trochę szybciej, jednak zawsze wolniej niż pstrąga.
Holowanie, mój konik :). Niestety to co widziałem w lecie na Dunajcu nie napawa optymizmem. Wiem że większość z Was chce łowić, a nie spędzać czas na szlifowaniu swoich umiejętności holu. Wyrwani ze zgiełku miasta, zakładacie streamera i szybko go walicie w dół wody. Zacinaja się praktycznie same. Pozostaje tylko podciągnięcie ich do siebie pod prąd. Rozciągnięte pyski, pourywane wąsy. Zgroza.
Finezji w tym jednak nie ma, szczególnie jeśli łowicie te wpuszczone na zawody 25-27cm rybki. Jak zapina się 40-50cm byczek, jest już zbiegowisko i zwykle długi hol zakończony porażką.
Ryby spadają jeśli Wasza technika zacięcia i holu jest słaba. Wtedy kiedy holujecie rybę zbyt siłowo. Rybę która wymaga holu zrównoważonego. Wtedy kiedy podciągacie ją pod prąd. Wtedy kiedy siła prądu zwielokrotnia ciężar ryby, a Wy dodatkowo podciągacie ją jeszcze w górę rzeki zwielokrotniając obciążenie haka, żyłki, wędki. Wtedy kiedy zaraz po zacięciu ściągacie sznur do ręki zamiast dać popracować kołowrotkowi z dobrze nastawionym hamulcem.
Jak sami widzicie, czynników które powodują że ryba spada, jest bardzo dużo. Zwykle kiedy kilka z nich ma miejsce, ryby z „uśmiechem na ustach” uciekają w swoje ulubione prądy. I całe szczęście 🙂
U mnie czasami spadają bo być może za słabo się zahaczyły. niby jak zanurzą to po jakiś 5 sekundach zacinam ale nieraz czuję ciężar, ale ryby nie ma.
Zacinać musisz jak najszybciej. Jakikolwiek ruch przyponu musi kończyć się zacięciem. Kiedyś złowiłem na zawodach 22 sztuki w 4 godziny.
Kluczem do złowienia tylu sztuk było zacinanie z przytrzymania przyponu, nie szarpnięcia czy zanurzenia.