Normalny przepływ wody na Dunajcu w Krościenku, to 30-35m3/sek. Niski poziom w okolicach 25m3 jest zjawiskiem niecodziennym. W lipcu tego roku, przepływ spadł do 13m3/sek. i utrzymuje się tak od kilkunastu dni.

Pomówmy o plusach takiej sytuacji. Odsłoniły się miejsca niedostępne. Można łatwo brodzić poszukując brzan i świnek w typowych dla nich głębokich i wolnych prądach. Z założenia mniejsza ilość wody powinna skompresować ilość ryb w miejscówkach. Czyli powinno być o wiele łatwiej złowić ryby większe, różnorodnego gatunku i różnymi metodami. Tak niska woda w bardzo klarowny sposób pokazuje co tak naprawdę w niej pływa. Dlatego nie dziwią mnie zdjęcia fajnych ryb, jakie pokazują koledzy na FB. Natomiast byłem bardzo zdziwiony gdy podczas łowienia na mokrą muchę, złowiłem tą metodą świnkę 50+. Fakt, że muchy były prowadzone blisko dna trochę to usprawiedliwia ale… świnka?

Cały mój wyjazd poświęciłem mokrej muszce. Niektórzy twierdzą, że łowię tylko na nimfę, więc kupiłem sobie silikonowe pudełko, narobiłem bezsensownie mnóstwo mokrych i na całe szczęście jedna okazała się „killerem” wyjazdu. Nie pytajcie jaka, bo została mi jedna cała i jedna spruta 🙂

Wody jest bardzo mało. Zbiornik główny wypełniony może w jednej trzeciej. Natomiast Białka Tatrzańska (mnóstwo małej ryby, lipieni i pstrągów) jak i Górny Dunajec mają niższy stan, ale nie tak katastrofalny jak ten na dole. Przy tak niskich przepływach, należy pamiętać też o innym zjawisku. Przy jakimkolwiek opadzie, brudna woda z dopływów brudzi bardzo szybko główny nurt. Było kilka mocnych ulew i kilka z nich przerwało mi komfortowe łowienie.

Po raz kolejny okazuje się, że dobra przemyślana taktyka, daje wyniki. Wprawdzie Wojtek Kudłacz (pozdrawiam) proponował mi łowienie od świtu 🙂 ale widząc moją minę i słysząc śmiech mojej Żony, szybko zrejterował. Podniosłem sobie poprzeczkę na złość Wojtkowi, łowiąc od 11.00-12.00 przy temperaturze min. 27 stopni Celcjusza. Takie Slow&Hot czy jak to tam nazywacie Panowie w Kaszkietach :).

Taktyka zajmowania stanowiska w głębokich i wolnych prądach, tam gdzie ryby szukają cienia, wydawała się sensowna. Nie miałem ani jednego uderzenia w szybkiej wodzie. Brania były delikatne, raczej podpowierzchniowe. Ryby były aktywne w czasie wylotów chruścika (wylinka), chociaż miałem też kilka sztuk na imitację malutkiej oliwkowej jętki. Nad wodą było dużo osób łowiących, ale w większość z nich były to osoby przyjezdne, nie znające górnego odcinka OS. Widać było u nich zagubienie i zrezygnowanie, bo niewątpliwie nie było to łatwe łowienie, jakie trafia się zaraz po zarybieniu i w każdym możliwym miejscu. Po pierwsze trzeba było wiedzieć gdzie łowić, po drugie szukać miejsc gdzie zwykle roi się chruścik, po trzecie podawać mu podpowierzchniowo wylinki chrusta i prowadzić je w martwym dryfie.

Tyle nauczyłem się pod 2 dniu. I zaczęło padać 🙂 Ale jak kogoś to dziwi, to raczej nie powinien pojawiać się w Krościenku w tym okresie. W lipcu zwykle leje, jest duża woda i powódź. I tego właśnie tej wodzie brakuje: lipcowego deszczu.