Pogoda idealna. Czysta niska (27m3) woda. Plus 22 stopnie i lekki wiaterek. Połowa tygodnia w Krościenku. Wydaje się że to idealne warunki…

Zapowiadano zmianę pogody. Jakieś deszcze i mocny wiatr. Wiemy, że zwykle skutkuje to zmianą ciśnienia. Pogoda jednak tak zachęcała, że pojechaliśmy zobaczyć co na „księdzowym”. Pomijając to , że ta działka nad wodą ma już chyba czterech właścicieli, kultowe miejsce jest nadzwyczaj piękne. Do tego ten niski stan wody i spławiające się czasami ryby. Bajka.

Jest połowa tygodnia, a nad wodą zastajemy komplet wędkarzy. Każda miejscówka to praktycznie po 4 osoby z obu stron rzeki. Są miejsca gdzie tłoczy się po 6 osób… niesamowite. Na samym początku nasze emocje uspokaja Wojtek, prosząc o cierpliwość bo płyną glony. Wiemy, że to duże utrudnienie przy łowieniu odległościowym. Dla nas to lekkie utrudnienie.

Trudno znaleźć wolne miejsce na wodzie. W zasadzie poruszamy się za innymi. Wcześnie rano widać wśród wędkarzy duży zapał. Jednak im bliżej wieczora, nadchodzi zniechęcenie. Brań jest mało, ryba wprawdzie się spławia ale do suchej nie wychodzi prawie wcale. Trudne łowienie, takie oszukiwanie niedobitków, kopanie w dziurach i szukanie pojedynczych ryb. Ale pogoda piękna.

Mimo tego, że było tak trudno, jedna rybka w pięknych kolorach, była naszym trofeum. Oczywiście złowiliśmy ich w dwójkę sporo, ale ten jedyny potok i to zdjęcie było warte, całej tej podróży, zmęczenia i naszego czasu.

Czasami tak bywa, jedna ryba wynagradza wszystko.