
Wbrew ogólnie utartym opiniom, jest to bardzo trudna metoda muchowa. Oczywiście na pewnym poziomie zaawansowania. Wszystko sprowadza się do prawidłowego prezentowania przynęty (przynęt) a nie jak to zwykle u nas bywa, przypadkowego ich zarzucania.
Nimfy, stosowane wiele lat temu, nie były mocno dociążonymi przynętami. Kilka zwojów miedzianego drutu, zwykle wystarczało, żeby taka przynęta łatwo się zatapiała. W odróżnieniu od mokrej muchy, szybciej schodziła w głąb wody i nawet przy większych ruchach sznura, penetrowała dolne partie wody. Prowadzenie zestawu nimf (lekko dociążonych) było zatem odrobinę trudniejsze przy założeniu, że starano się imitować naturalny pokarm ryb.
Prawidłowe (obecnie) prezentowanie takiego zestawu przynęt, polega na ich szybkim zatopieniu (pierwsza faza) i kontrolowanym spływie w pobliżu dna (druga faza), aż do (trzecia faza) wyprowadzeniu ich do powierzchni. Trzecia faza ma imitować wędrówkę rojącego się owada w kierunku powierzchni wody.

Przy zastosowaniu sznura tonącego, sprowadzenie zestawu do dna wydaje się łatwe. Jednak trzecia faza o jakiej wspomnieliśmy, jest już bardzo trudna do wykonania. W takim przypadku sznur pływający albo sznur typu intermedium nie są najlepszym rozwiązaniem. Największą kontrolę nad zestawem dociążonych nimf, osiągniecie stosując sznur z tonąca końcówką. Oczywiście jest to wyłącznie moja sugestia, bo łowienie na sznury pływające jest możliwe i stosowane powszechnie na naszych rzekach.
Zestaw budujemy w oparciu o przypon koniczny nie dłuższy niż długość wędki. Stąd też długość wędki powinna być raczej większa niż mniejsza. Do tej metody polecam kije od 10″ wzwyż. Odległość pomiędzy nimfami może być nieco dłuższa niż w przypadku krótkiej nimfy, a zależy głównie od ich ciężaru. Można przyjąć, że od nimfy prowadzącej będzie to 70-100cm. Zestaw żyłek przyponowych to u mnie licząc od dołu 0,14-0,16 (trok) 0,18 do przyponu konicznego.
Kluczową kwestią przy tej metodzie jest kompromis pomiędzy dystansem na jakim łowimy, a kontrolą nad nimfami. Im dalej, tym trudniej. Im dalej tym mniej naturalnie. Oczywiście nie mówię tutaj o dalekiej nimfie w stylu „rzuć i zapomnij” lub popularnej „nimfie wleczonej” . Prawidłowe łowienie tą metodą, wymaga wyobraźni, kontroli nad sznurem za pomocą dobrej wędki i wyczucia odpowiedniego napięcia sznura w taki sposób aby nimfy były prowadzone naturalnie, ale przy pełnej kontroli wędkarza. W przypadku zróżnicowanej wody, przeciwprądów czy kieszeni za kamieniami, nie jest to proste zadanie. Mistrzowie potrafią poprowadzić nimfy w dowolne miejsce i na dużą odległość cały czas mając kontrolę nad muchami i „widząc” gdzie one obecnie się znajdują.
W obecnych czasach , bardzo popularne stało się stosowanie główek wolframowych, dociążających zestaw nimfowy. Pozwalają one na szybkie zejście przynęt w prawie natychmiastowe, rozpoczęcie ich prowadzenia. Ścięcie much do dna jest rzeczywiście szybkie, jednak o imitowaniu naturalnej nimfy możemy raczej zapomnieć, bo wleczenie takich dwóch ciężarków po kamieniach raczej jej nie przypomina. Polecam bardziej naturalne lekki dociążenie nimf, odpowiednimi do ich rozmiaru główkami wolframowymi. Niestety w tym przypadku jest to sposób wymagający prób i błędów w zależności od rozstawu nimf, głębokości wody, charakteru wody, ciężaru i wielkości przynęt i zakładanego sposobu ich prowadzenia. W miarę uniwersalnym i nieprzeciążonym zestawem na nasze wody wydają się przynęty na hakach #8-10 z główkami wolframowymi 2,8-3,5. Większe i cięższe główki są trudniejsze w zarzucaniu i prowadzeniu. Fantastycznym łowienie na daleka nimfę jest stosowanie lekkich nimf na haczykach #18-#14. Nie ma co ukrywać, że popularna metoda „na pedałki” jest niczym innym jak podawaniem lekkich nimf na dużą odległość. Bardzo skuteczna na płytkich wodach z zastosowaniem odrobinę innego sznura pływającego z kolorową końcówką.
Zarzucenie much powinno odbywać poprzez ich podanie w górę pod prąd rzeki. Zestaw powinien jak najszybciej zatonąć. Zaraz po zarzuceniu wybieramy luz na sznurze i z delikatną kontrolą, prowadzimy zestaw w pobliże miejsca docelowego. Pomaga nam w tym odcinek pływający sznura z tonącą końcówkę jakim manewrujemy w taki sposób aby nimfy nie były wyciągane w górę nurtu albo zbyt szybko ciągnięte w dół wody. W momencie osiągnięcia miejsca w jakim chcemy zaprezentować nasze przynęty, możemy dodać ich delikatny ruch do powierzchni, lekko szarpiąc sznur lub podciągając go szczytówką, Kilka takich delikatnych ruchów może sprowokować pstrąga do ataku na nasz zestaw nimf. W momencie kiedy sznur prostuje sznur, warto przez chwilę przytrzymać go nurcie, po czym przyciągając do siebie i ponownie zarzucić w górę.