Styczeń, naprawdę jest zimno, mocno wieje i czasami pada śnieg. Lipienie biorą jak oszalałe. Sprawdzanie nowego sprzętu, wiosennych much i przynęt z zeszłego sezonu.
Zawsze zadajemy sobie pytanie: kiedy warto zacząć nowy sezon? Czy w styczniu zebrać się w sobie i pojechać na „chude lipienie”. Czy Dunajec przyjmie nas w nowym roku typową zimową pogodą i pozwoli lub nie na złowienie kilku fajnych lipasów? Trzeba ująć w rękę telefon usiąść w fotelu i zadzwonić do wróżki-kolegi. Ja też tak zrobiłem i od razu zacząłem integrować się z naturą. Przy kominku…
Odebrał Tomek, stojąc w zimnej wodzie. Bezpieczniejszym wyborem zawsze jest mała rzeka (jak telefon wpadnie, można jeszcze go znaleźć). Woda w małej rzece jest cieplejsza (chociaż i tak ma około 1-2 stopni) brodzenie mniej uciążliwe i do ciepłego samochodu zawsze bliżej. Zaczepów jakby mniej, zdejmowanie rękawic ograniczone do minimum. Najczarniejszy scenariusz to głębokie brodzenie, duża rzeka, droga licencja, telefony od żony co 15 minut, mocny wiatr i opady śniegu (kolejność dowolna). W takich przypadkach zostaję w domu przy kominku lub imadle. Telefonicznie kontaktuje się z Tomkiem, bo on w takich warunkach łowi…
Tym razem nie było tak zimno, ryby brały, a przynęty sprawdziły się już po kilku minutach. Duże (na początek #14), im bliżej południa mniejsze. Quilówki i małe jęteczki. Oczywiście na polską nimfę (PM), chociaż Tomek bezskutecznie próbował też na daleką. Szybko zmienił zdanie i powrócił do naszej ulubionej metody. Mieliśmy czas na omówienie problemu związanego z konstrukcją przyponu do PM. Zerwanie go poniżej indykatora (fluo żyłki) powoduje potrzebę przewiązywania całości co w przypadku temperatury w okolicach zera jest mało przyjemną rozrywką. Tak więc sama konstrukcja przyponu, nie powinna odbiegać od standartu. Poniżej indykatora, zawsze dodaję grubszy odcinek 0,18 i schodzę do odcinka roboczego coraz krótszymi i cieńszymi średnicami żyłki. Stosuję też odcinek żyłkowego przyponu konicznego. Jak coś się urwie, to zwykle wymieniam dwa ostatnie segmenty i skoczka. Tomek tego nie zrobił i przypadł mu zaszczyt wiązania przyponu zmarzniętymi palcami. Solidaryzowałem się z nim w bólu, popijając w domu ciepłą kawę z mlekiem 🙂
Sprzęt na takie zimowe łowienie (lub łowienie na zimno), powinien zawsze uwzględniać warunki w jakich będziemy polować na lipienia. Trzeba też wziąść pod uwagę to, że ręka chcemy czy nie, zamoczy się w wodzie i zwykle po kilku minutach na wietrze, palce będą zimne i sztywne. Najlepiej je wytrzeć do sucha (mały ręcznik) i przez chwilę ogrzać przed włożeniem do suchych rękawiczek. Można kupić podgrzewacze do rąk (sklep górski) bo naprawdę pomagają szybko i skutecznie, ogrzać ręce (i opróżnić szybko nasz portfel).
Tak więc ja czekam na luty, na cieplejsze dni i dam Wam znać jak wygląda sytuacja z lipieniami i pstrągami na Dunajcu jak tylko nastaną sprzyjające warunki pogodowe. No chyba, że Tomek znowu mnie ubiegnie i będziemy jak ostatnio „integrować się z naturą” on na żywca, a ja przez telefon.



