Mimo tego, że uwielbiam łowić pstrągi na nimfę, ten okres roku zdominowany jest u mnie przez lipienie. Cienkie żyłki, małe suche muchy, zimne poranki, ciepłe południowe słońce i oczywiście goście nad Sanem to dla mnie prawdziwa polska jesień. Do łowienia lekko i precyzyjnie na małej i czystej wodzie potrzebny jest dobry sprzęt. Najlepiej jak będzie dobry i niedrogi…

Krótki wyjazd przygotowywany był od dawna. Nie ze względu na licencje (rezerwacja) ale z powodu chęci doboru optymalnego do ich połowu zestawu. Miękka 10 stopowa trójka, mały i lekki kołowrotek, miały być przetestowane w pierwsze bardzo zimne dni nad Sanem. Chciałem sprawdzić czy „tanie sprzęty” są rzeczywiście tak złe i czy ich jakość przeszkadza w łowieniu dobrych ryb. Uzbrojony w Hendsa HBR #3 i kołowrotek Ross Flyrise 2 (i zaoszczędzoną na poważnych zakupach kasą w kieszeni :)), wszedłem do wody z zamiarem przetestowania tego sprzętu przy założeniu, że będę łowił na dwie mikronimfy.
Nie chcę tutaj opisywać poszczególnych dobrych i złych cech wędki i kołowrotka. Nie jestem „sprzętowcem” i nie przykładam dużej wagi do kolory omotek na blanku. Rozwieję od razu wszelkie wątpliwości i wydam jakże jednostronny werdykt: nie kupujcie wędki Hendsa HBR, bierzcie w ciemno stary już ale dobry model Ross Flyrise.
Na szczęście czasami jest tak, że sprzęt za kilkaset złoty niczym (może oprócz wyglądu) nie ustępuje tym 10-cio krotnie droższym. Czasami zdarza się też, że wydane 300zł na wędkę to wyrzucone pieniądze. Tak więc zastanawiam się obecnie nad zakupem drugiego kołowrotka Ross, a dobra wędka do mikronimf pozostaje dalej w planach zakupu.

Na całe szczęście lipienie są i będą piękne jesienią, bez względu na to czy macie sprzęt z najwyższej półki czy budżetowe prowizorki. Czy łowicie na coraz mniej dostępnym OS-sie czy też w Postołowie lub Monastercu. Jeśli macie wystarczające umiejętności, dobrze skonstruowany przypon i dobrane muchy, widoki nad Sanem i kolorowe jesienne ryby zrekompensują Wam wszystkie niedogodności sprzętowe.


Mi również tego października było dane połowic na Sanie. W odróżnieniu do ciebie dla mnie był to prawdziwy debiut. Zrewidował wszystko, tak wyobrażenie samej rzeki (mekki muszkarzy) jaki i moją osobistą definicję ‚pedałka’ . Woda niska, ryby trudne. W ogóle było trudno, coś tam połowiłem, jednak wymarzonego kardynała na 45-50cm brakło …może następnym razem.
Szkoda że nie było możliwości spotkania 🙂
Jak na pierwszą wyprawę, nie było zatem źle. San jest piękny ale to bardzo techniczna woda, szczególnie jesienią. Ryby są wyszkolone i nie darują małych nawet najdrobniejszych błędów. Lipienie są na OS jak i poniżej. Można powiedzieć że tych do 40 jest na dole więcej, a na górze cóż kardynały od 40-60cm. Trzeba jeździć jak najczęściej i uczyć się tej pięknej wody. Daj znać jak będziesz jechał to może uda się wspólnie połowić.
Tak woda bardzo piekna, ale zarazem wymagająca i rzeczywiście mocno techniczna (nie wybaczająca błedów).
Generalnie obłowiłem dużymi fragmentami spory odcinek: w dół od ujścia Hoiczewki do mostu w Lesku.
San zrewidował wiele. Przyznam ci się że nie sądziłem że będę zmuszony łowić nimfami na hakach 18-20 a niestety tylko na takie miałem – szczególnie w sobotę, kilka ryb około 40cm.
Tak czy inaczej, bardzo możliwe że jeszcze w tym roku, ponownie tam wracam !
Krzysztof, nie będę ukrywał że postąpiłeś jak większość łowiących na tej rzece po raz pierwszy lub drugi. Czyli popełniłeś od razu dwa klasyczne błędy. Po pierwsze: przy tym stanie wody należy łowić w górę, nie w dół. Po drugie ujście Hoczewki, Łączki to miejsca w których tabuny muszkarzy spotkasz w weekendy, a kilkunastu w ciągu tygodnia. Woda przełowiona, trudna, ryby płoszone i stale łowione. Aktywne tylko kilka razy w ciągu dnia, przy odpowiednio dużej rójce i jak słusznie zauważyłeś, żerujące na małych muszkach. Oczywiście nawet na tych odcinkach są miejsca lepsze, gdzie skupia się duży lipień i miejsca (obecnie gorsze) gdzie dominuje pstrąg. Na następną wyprawę, polecam Ci jednak mniej popularny odcinek od mostu w Lesku lub od okolice mostu w Postołowie. Ciekawe miejsca znajdziesz też poniżej Łukawicy. Mniej ludzi, woda bardziej nimfowa, a ryby jak na górze, są i czekają na wędkarzy.
Będę z klientami w przyszłym tygodniu więc dzwoń lub pisz może się jakoś urwę i się spotkamy.