
W górach wszystkiego można się spodziewać. Ale tym razem była mgła, słońce, zimno (+5), deszcz, grad i mocny wiatr. Pod wieczór raczej tak od 17.00 wiatr przestał wiać i zaczęły się wyjścia do suchej. Ale po kolei…
Dunajec jest zależny od upustu wody na tamie. Jeśli mamy szczęście i nie ma dużych opadów deszczu, woda jest w miarę stabilna. Oznacza to że rzeka podnosi się i opada w godzinnych cyklach. W kwietniu były to skoki o 7m3/s w godzinach 8.00-19.00 i 19.00-8.00. Zakładając taki właśnie scenariusz, staraliśmy się przyjechać w miarę wcześnie. O godzinie 7.00 weszliśmy do wody. Niski stan przepływu był zawsze lepszy od wysokiego. Dlatego łowiliśmy w czystej niskiej wodzie ale jakoś tak, bez specjalnych efektów. Ryby były ale mało aktywne, trudne i wyraźnie niezbyt skore do współpracy. Godzina podniesienia się stanu wody była bliska, więc wiedzieliśmy że czasu coraz mniej.
Około godziny 10.00 stwierdziłem że coś jest nie tak, bo woda nie rośnie, a brania w dalszym ciągu są słabe. Zeszliśmy na brzeg, uruchomiliśmy telefony i przeglądarki. Okazało się że tym razem wyższy przepływ, nie nadchodzi. Po powrocie do łowienia nie zauważyliśmy żadnej znaczącej różnicy w poziomie wody. Gdzieś tak około 13.00 poczłapałem na drugi brzeg. Było tam kilka ładnych miejsc, a jak wspominałem o tym moim kolegom, wejście w łowisko ma na Dunajcu duże znaczenie. Trzeba wiedzieć gdzie może schować się ryba, gdzie wychodzi na żer, gdzie lubi przebywać w trakcie swojej aktywności. Przy jednym z dołków mam kilka fajnych ryb, po chwili kolejne i pod wpływem emocji, zachwytu nad kolorami i grubością pstrągów, nie zauważam co dzieje się z wodą. Zauważyłem dopiero jak chciałem wrócić na swój brzeg. Powiem tak: z trudem przedarłem się przez wodę.
Woda zaczęła się podnosić. W momencie kiedy to się stało, nastąpiła rójka jętki i co za tym idzie, ryby zaczęły wyraźnie żerować. Czyli jak to zwykle w naturze bywa, stało się dokładnie odwrotnie niż się spodziewaliśmy. Ryby zaczęły brać na podniesionym, wyższym stanie wody. A brały pięknie.

Chrusta jeszcze nie ma więc dominowała nimfa jętki na #14-16. Naturalne kolory, ale co ciekawe ryby łowiłem z płytkiej i bardzo płytkiej wody. Po południu i wieczorem nastał czas suchej i mokrej muchy. Dla zwolenników tej metody, polecam zatem godziny wieczorne i późne popołudnie.

Suche muchy to typowe oliwki, jętki beżowe i popielatki. Ważne jest prowadzenie i podawanie muchy bez płoszenia ryb. Pstrągi są już rozproszone ale wyraźne oczka można zauważyć na końcach płani. Uprzedzam że ryby są już mocno przekłute i bardzo mocne, więc złowienie 40-50cm pstrąga na suchą należy szanować i uważać za sukces.


Dunajec zawsze mnie zaskakuje. Tym razem spodziewane łowienie na niskiej wodzie, zastąpiło nam łowienie na podnoszącej się wyższej wodzie. A może to nie kwestia poziomu wody, a okresu wylotu jętki decyduje ostatecznie o prawdziwym żerowaniu ryb. Jak sądzicie?