IMG_3762.jpg

Jedna turbina, czyli trochę wyższa woda. W porównaniu z normalnym jej stanem, są to idealne warunki na lekką nimfę i suchą muchę. Przygotowani byliśmy na mikro nimfy, które szybko wróciły do pudełek i będą tam czekać na normalny stan i przepływ w granicach 10m3/s. Łowiliśmy wyłącznie poniżej OS-u od Hoczewki w dół, od mostu w Lesku i w Postołowie. Jesienne dni spędzone nad Sanem, pozwalają na przypomnienie sobie kilku rzeczy, na zestawienie przyponów i wyrzucenie z pudełek typowych dla Dunajca ciężkich przynęt i zastąpienie ich tymi właściwymi, na niski lub raczej lekko podwyższony stan Sanu.

Byliśmy lepiej przygotowani. Lepiej w porównaniu z poprzednią wizytą, kiedy to jak dzieci we mgle przypominaliśmy sobie to i owo o łowieniu na pedałki, kiełże i maleńkie suche muszki (cegiełki). W końcu ostatni raz byliśmy tutaj w zeszłym roku, jesienią.

Ponieważ ryby żerowały od 10-14.00 nie trzeba było się zbytnio się spieszyć, ale mimo późnej porannej godziny na parkingu przy Salamandrze było pusto. Bezwietrznie, +5-10 stopni, pochmurno. Oczywiście był to środek tygodnia, ale jednak sam wchodziłem na cichą ulubioną płań. Po godzinie wszystko zmieniło się jednak radykalnie. W momencie kiedy pojawiły się pierwsze wyjścia do suchej, zaroiło się od wędkarzy. Od góry od dołu zostałem otoczony przez kolegów poszukujących „swoich grubych oczek”. Wyjść było dużo, jednak wszyscy skupiali się na poszukiwaniu tych większych. Lipienia jest bardzo dużo, wszystkie roczniki od maluchów do naprawdę dużych 40+. Według mnie najwięcej jest ryb w granicach 30cm i złowienie kilku w 15 minut nie przysparza wielkiego kłopotu. Problemem staje się jednak wyszukanie tych większych, a błąd popełniony w przypadku doboru muchy skutkuje braniami malutkich pstrągów (i tylko pstrągów). Ryba jest selektywna i wyraźnie poszukuje określonego pokarmu.

IMG_3795.jpg

W momencie kiedy dobierzemy już konkretny zestaw nimf i wzór suchej muchy, możemy skupić się na poszukiwaniu większych lipieni. W trakcie takiego łowienia, zdarzają się dołki gdzie ryb tych jest bardzo mało. Jednak kiedy „wychodzimy” miejsca ich zgrupowania, zabawa staje się przednia i złowienie dubletu nie jest czymś niezwykłym. Oczywiście w dalszym ciągu decyduje wzór przynęty, jej kolor i wielkość. W dalszym ciągu szukamy tych większych okazów. Widać je po „oczkach” widać czasami jak płoszymy je swoim brodzeniem. Dlatego lepiej jest (będąc pewnym swojego miejsca), stać przez kilkanaście minut w jednym dołku, uspokoić rybę i czekać na wyjścia prawdziwych lipasów.

IMG_3799-1.jpg

Łowienie na Sanie jest bardzo techniczne i przez to tak ciekawe. Według mnie wymaga specjalistycznego sprzętu (#18-20, #2-3, 0,08-0,10), odpowiedniej techniki łowienia i dobrego doboru przynęt. Dokładniejszego według mnie niż nad „łatwiejszym” Dunajcem. Nie mają sensu porównania z muchowaniem na Dunajcu. Rzeka jest piękna, kolorowa, wielka, czasami wietrzna, deszczowa, ze zmienną pogodą, a zarazem bardzo cicha. Ryby nie są płochliwe tak jak pstrągi. Trzeba być przygotowanym i doświadczonym, żeby nasz dzień nie zakończył się wyłącznie, zbolałymi od długiego marszu nogami. Z drugiej strony każdy krok wykonany w tak pięknym otoczeniu, jest dla mnie osobiście nagrodą za tak długie czekanie na jesienne wyjścia o suchej.